Jakiś czas temu świat obiegła wieść, że szwedzkie apteki rozszerzą asortyment plastrów, bo dotąd sprzedawane były tylko takie, których odcień zbliżony był do koloru skóry białych. Za sprawą Pauli Dahlberg, blogerki z Vardagsrasismen.nu, dostrzeżono, że w Szwecji żyją także ludzie innych ras i może im przeszkadzać to, że najczęściej spotykane plastry do koloru ich skóry nie pasują. Jedni oburzyli się na kaprysy czarnych i połączyli dyskusję na temat plastrów z tą o szwedzkiej polityce imigracyjnej, inni zaczęli się zastanawiać nad tym, czy nazwa koloru cielistego rzeczywiście jest rasistowska. A ja byłam wówczas świeżo po lekturze Amerykaany, sprawa plastrów wyglądała na wyjętą z jej kart.

Chimamanda Ngozi Adichie Americanah Amerykaana
Chimamanda Ngozi Adichie 
(Courtesy of the John D. and Catherine T. 
MacArthur Foundation  source)
Amerykaana to powieść Chimamandy Ngozi Adichie. Znacie ją już? To nigeryjska pisarka, która w Polsce dopiero zaczyna być doceniana, ale Stany Zjednoczone już dawno zdążyła zachwycić. Zbiera nagrodę za nagrodą i otwiera oczy czytelników na problemy rodzące się na styku kultur, narodów i ras. A temat zna od podszewki, bo sama kursuje między kontynentami  pochodzi z Afryki, studiowała w Ameryce Północnej i między innymi z własnych doświadczeń wyniosła przenikliwe spostrzeżenia.

NIGERIA – USA – NIGERIA

Pisarka podobnym życiorysem obdarowała Ifemelu, główną bohaterkę Amerykaany. Dziewczyna urodziła się w Nigerii i jeszcze w liceum poznała swojego ukochanego, Obinze. Obojgu wydawało się, że spędzą razem przyszłość. Nigeria pod rządami wojskowych nie była jednak spokojnym miejscem, więc szybko zaczęli marzyć o innym życiu. Ifemelu wyjechała pierwsza, chłopak miał do niej wkrótce dołączyć, ale po zamachu na World Trade Center Stany Zjednoczone niechętnie przyjmowały imigrantów. A dalej już wiecie  miłość na odległość, samotne zmaganie się z przeciwnościami losu i przepaść, która z czasem rośnie. W końcu Ifemelu została opiniotwórczą blogerką w USA, Obinze ułożył sobie życie w Nigerii i dopiero po latach ich ścieżki znowu się splotły. Widzicie to już? Miłość i tożsamość  o tym jest Amerykaana. Z naciskiem na tożsamość.

MIŁOŚĆ

Zacznijmy jednak od związków, bo już tutaj zauważycie co najmniej trzy ciekawe wątki. Najważniejszy to oczywiście historia Ifemelu i Obinze, która tylko na pierwszy rzut oka może się wydawać banalna. W rzeczywistości na początku jest uroczo naiwna, a później bardzo się komplikuje. Spójrzcie  oni wcale nie przestali się kochać, ale kiedy spotkali się po latach, byli już przecież innymi ludźmi, a każde z nich miało bagaż doświadczeń obcych temu drugiemu. Ten wątek mógłby być kompletnie płaski, gdyby nie to, że Adichie stworzyła tak żywe postacie. Ifemelu i Obinze są niedoskonali, zachowują się irracjonalnie, popełniają błędy i pewnie dlatego tak mocno przykuwają uwagę.

Kolejna ciekawa sprawa, to bohaterki, które wchodzą w wątpliwe moralnie związki dla poczucia bezpieczeństwa (albo dla pieniędzy, jak kto woli). Naliczyłam trzy takie kobiety (to z ich punktu widzenia poznajemy te historie, dlatego nie wspominam o mężczyznach), każda jest inna i na pierwszy rzut oka inaczej się je ocenia, ale w gruncie rzeczy chodzi w tych relacjach o to samo.

I wreszcie najciekawsze, związki Ifemelu z innymi mężczyznami. Nad każdym wisi oczywiście porównanie z Obinze, ale wyzwań jest więcej, bo główna bohaterka najpierw spotyka się z białym Amerykaninem, a później z czarnym, ale też Amerykaninem. Jak już się pewnie domyślacie, w obu relacjach występują różnice nie do pogodzenia. Nie tylko rasa dzieli, z kulturą też nie jest prościej.

TOŻSAMOŚĆ

Amerykaana Chimamanda Ngozi Adichie Americanah
Tym sposobem dochodzimy do tego, co w Amerykaanie najciekawsze tożsamość. Zacznijmy od samego tytułu, bo widzę w nim klucz do interpretacji. Americanah to kąśliwe określenie na Nigeryjczyków, którzy zmienili się po pobycie w Ameryce. Inaczej mówią, inaczej się zachowują i zdaje się, że w pewnym stopniu wyrzekli się swojej tożsamości. Czy to dotyczy Ifemelu? A czy nie wydaje Wam się, że emigracja, zwłaszcza taka na dłuższy czas, zwykle wiąże się z pewnym wyobcowaniem?

Adichie kazała swojej bohaterce blogować o rasie  o tym jak żyje się w kraju, w którym spotykają się czarni i biali Amerykanie z czarnymi nie-Amerykanami. Jeśli historia Ifemelu nie da Wam do myślenia, to jej artykuły na pewno to nadrobią. Bez owijania w bawełnę i silenia się na subtelności wytykają niedoskonałości społeczeństwa, które chce być poprawne politycznie, a bywa w tym niezdarne.

Nie obawiajcie się, Adichie nie moralizuje, pokazuje po prostu punkt widzenia, na który niekoniecznie wpadnie ktoś z innym zapleczem kulturowym i etnicznym. Zastanawialiście się kiedyś na przykład jaka jest różnica między rasizmem i antysemityzmem? Poza tą oczywistą w obiekcie nienawiści? Bohaterka Amerykaany ją widzi:

W nienawiści do Żydów jest też prawdopodobieństwo zazdrości  są tacy mądrzy, ci Żydzi, wszystko kontrolują, ci Żydzi  i nie da się ukryć, że w zawiści jest element, co prawda powściągliwego, ale jednak szacunku. W nienawiści do czarnych Amerykanów nie ma miejsca na zawiść  są tacy leniwi, ci czarni, są tacy nieinteligentni, ci czarni*.

Ifemelu dostrzega też inne problemy, pozornie błahe  na przykład to, że czarne kobiety w Ameryce rzadko pokazują się publicznie z naturalnymi włosami, spójrzcie na Michelle Obamę. Czy w tym świetle szwedzki problem z plastrami nie wydaje Wam się czymś więcej niż kaprysem roszczeniowych imigrantów?

Takie bogactwo ciekawych zagadnień, tyle spraw do przemyślenia, a to wszystko w książce, którą czyta się doskonale. Chimamanda Ngozi Adichie ma imponującą zdolność lekkiego pisania o trudnych tematach. Myślę, że jeszcze lepiej byłoby ją czytać po angielsku, bo polski przekład jest trochę niezręczny, ale i tak nie powinniście zwlekać. Dobra książka, nie mam wątpliwości. 


Chcecie więcej?
Ten blog to skarbnica wiedzy o autorce Amerykaany.
A na deser połączenie fikcji i rzeczywistości  Chimamanda Ngozi Adichie pisze blog w imieniu Ifemelu. Od jakiegoś czasu nie ma nowych wpisów, ale może to jeszcze nie koniec.

* Chimamanda Ngozi Adichie, Amerykaana, Zysk i S-ka Wydawnictwo, s. 526.

Tytuł oryginału: Americanah,
Przełożyła Katarzyna Petecka-Jurek;

Lunatyczna kraina

Ostatnio sporo było tutaj literatury polskiej, więc dla odmiany wybierzemy się w daleką podróż. Mia Couto, pisarz pochodzący z Mozambiku zabierze nas do krainy onirycznej i baśniowej. W takim właśnie niezwykłym miejscu osadzona jest akcja opowieści ze zranionego walką kraju, Lunatycznej krainy. Wojna w książce Couto nie znajduje się wprawdzie na pierwszym planie, ale stanowi tło i ważną motywację działań bohaterów, odciskając na ich życiu wyraźne piętno.

BŁĄKISNUCIE*


mia couto, lunatyczna kraina, karakter, recenzja
Nie bez powodu przyszła mi na myśl podróż, Lunatyczna kraina jest bowiem powieścią drogi. Jej wyjątkowość polega jednak na tym, że równocześnie jest prostą powieścią szkatułkową. Wędrują zarówno główni bohaterowie, Muidinga z Tuahirem, jak i postać z pamiętników, które czytają. W dodatku droga zdaje się być synonimem zmian, którym podlega cały świat. Tym sposobem wszyscy wędrując, wracają wciąż do punktu wyjścia, a równocześnie ich otoczenie podlega nieustannym przeobrażeniom.

Wędrówka Muidingi i jego starego towarzysza przywodzi na myśl te sny, w których kluczymy, nie mogąc odnaleźć celu. Ale sytuacja głównego bohatera jest jeszcze bardziej surrealistyczna, bo chłopiec nie pamięta kim jest i uczy się siebie na nowo. W dodatku nie może się oprzeć wrażeniu, że istnieje związek między nim, a bohaterem pamiętników, które przypadkiem znalazł. Czyż to nie brzmi cudownie tajemniczo?

Powiedział, że są dwa sposoby odejścia:  jeden to ruszyć w drogę, drugi oszaleć. Mój ojciec wybrał obie drogi - jedną nogą tkwił w obłędzie odejścia, drugą w szaleństwie pozostania.
- Dlatego powiadam ci: nie liczy się cel, tylko droga**.

NIESPODZIEGADKI


Jednym Lunatyczna kraina kojarzy się przede wszystkim z powieścią drogi, innym z Czekając na Godota, mnie oprócz tego skojarzyła się z baśniami. Przeplatające się losy Muidingi i Kindzu obfitują bowiem w niesamowite wydarzenia, a zadania przed którymi obaj stają przypominają te, które muszą wypełnić właśnie bohaterowie baśni i niektórych mitów. 

...powinienem ruszyć nad ocean, przemierzyć ostatnią wargę ziemi, gdzie woda budzi pragnienie, a na piasku nie zostają ślady. Mam zabrać ze sobą amulet podróżnych i trzymać go w starej łupinie owocu ncuácuá. I odszukać rubieże, gdzie ludzie nie ciułają żadnych wspomnień. Aby się uwolnić od śledzącego mnie ojca, nie wolno mi też zostawiać za sobą żadnych śladów. Mój trop będzie jak trop ptaków o zachodzie słońca***.

Dodatkowo ten fantastyczny efekt jest potęgowany przez niezwykły język, jakim posługuje się autor. Tłumaczenie musiało być nie lada wyzwaniem dla Michała Lipszyca, który trafnie zauważył, że sama proza Couto jest bohaterką i artystycznym surowcem jego książki****. Trzeba jednak zauważyć, że tłumacz doskonale poradził sobie z tym zadaniem, co chyba najbardziej zauważalne jest w neologizmach, po których nie sposób się nieuważnie prześlizgnąć. Bo tylko w tak wyjątkowej prozie występują niespodziegadki (s. 17) i płaczygłupki (s. 21), bohaterowie się błąkisnują (s. 27) lub, co gorsza, śmiertelnieją w omdlagonii (s. 27). Mistrzostwo autora i tłumacza polega na tym, że tekst tak bogaty w gry językowe nie jest sztuczny ani śmieszny. Przeciwnie, doskonale współgra z niesamowitą treścią, tworząc niezapomnianą całość.

Przeczytajcie! To jest dobra literatura.

PS A może chcielibyście później obejrzeć ekranizację?

* Śródtytuły pochodzą z powieści.
** Mia Couto, Lunatyczna kraina, Wydawnictwo Karakter 2010, s. 40.
*** tamże.
**** Bardzo ciekawe uwagi Michała Lipszyca na temat pracy nad tym tekstem zamieszczono na końcu książki. Polecam Waszej uwadze, bo choć krótkie, można się z nich sporo dowiedzieć.


Tytuł oryginału: Terra sonambula,
Przełożył Michał Lipszyc, 

Obsługiwane przez usługę Blogger.