Czas na drugi odcinek Muzyki z książek. Poprzednim razem imprezowaliśmy z Vernonem Subutexem, a teraz pobuszujemy w płytotece Karla Ovego Knausgårda. Przeniesiemy się do lat osiemdziesiątych i posłuchamy kawałków, o których mowa w pierwszym tomie biograficznej Mojej walki.
Na playliście zebrałam utwory, których słuchał Karl Ove. Jeśli w książce padła tylko nazwa kapeli, wybierałam ciekawą piosenkę z płyt już wówczas wydanych. W efekcie mamy prawie trzy godziny dobrego soundtracku do jednej z najgłośniejszych książek ostatnich lat (a słowo „najgłośniejszych” możecie tym razem odczytać dosłownie). Gotowi?


Zakonnice odchodzą po cichu

Co najbardziej lubicie w reportażach? Ja chyba szczególnie doceniam to, że dzięki nim mogę zbliżyć się do czegoś niedostępnego. Odległego jak nienieckie czumy, niebezpiecznego jak codzienność w Somalii, tajemniczego jak afgańskie bacza pusz albo dawno minionego jak wielka ucieczka z Galicji. A czasami okazuje się, że niedostępne jest tuż obok, tyle że starannie ukryte pod warstwą wstydu, poczucia winy i  rozczarowania. Tak, najbardziej lubię w reportażach to, że uchylają drzwi do tajemnicy.

ZAKONNICE ODCHODZĄ PO CICHU

zakonnice odchodzą po cichu, marta abramowicz, recenzjaNa taką właśnie tajemnicę trafiła Marta Abramowicz, śledząc losy byłych zakonnic. Zajmowała się już wcześniej różnymi grupami, którym nie zależało na rozgłosie, ale tym razem szczególnie trudno było jej znaleźć kobiety, z którymi mogłaby porozmawiać.
Pierwsze trzy siostry, do których dostałam telefon, stwierdziły, że nie znają żadnych innych. To samo powiedziały czwarta, piąta i szósta. Zakonnice odchodzą pojedynczo i po cichu. Nie mają ze sobą kontaktu*.
Zawiodła poczta pantoflowa, ogłoszenia i poszukiwania w internecie. Nie istnieją opracowania, od których można by wyjść, nie ma stowarzyszeń byłych sióstr, żadnych punktów zaczepienia. Dużo łatwiej skontaktować się z byłymi księżmi. Zakonnice znikają bez śladu, bardzo trudno je znaleźć i przekonać do rozmowy. Po pół roku poszukiwań autorce udało się w końcu dotrzeć do dwudziestu z nich.

Brak kontaktu z byłymi siostrami i opór przed udzielaniem informacji ze strony zgromadzeń zakonnych sprawiły, że do tej pory ten temat nie został gruntownie zbadany. Dlatego właśnie Zakonnice odchodzą po cichu to szczególnie ciekawa książka. 

Autorka oddała głos siedmiu kobietom, które opowiedziały o życiu w zakonie, o porządkach tam panujących, o relacjach między siostrami i o powodach, dla których zdecydowały się odejść. Drugą stroną medalu są ich opowieści o tym, co działo się już za murami klasztoru z jakimi problemami się zmagały, jak ułożyły sobie życie i czy zmieniła się ich wiara. Marta Abramowicz wybrała siedem historii, ale opowieści innych byłych zakonnic są podobne i rodzą mnóstwo pytań. Na przykład kto ustala zasady i dlaczego niektóre z nich są tak surowe? 

W poszukiwaniu odpowiedzi autorka przyglądała się żeńskim zgromadzeniom w innych krajach, analizowała historię tych polskich, rozmawiała z zakonnikami. Im więcej się dowiadywała, tym więcej kolejnych pytań powstawało. Dlaczego niektóre zakony reformują się i unowocześniają, a inne twardo obstają przy starych regułach? Dlaczego w męskich zakonach jest więcej wolności? Czy sytuacja zakonnic wynika z kultury, czy ktoś im tę pozycję narzuca? I wreszcie pytanie o rolę kobiety i mężczyzny w Kościele.

Najciekawsze były odpowiedzi duchownych, którzy dzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat zakonnic. Bardziej interesujące byłyby chyba tylko wyjaśnienia sióstr, które w zakonach pozostały. Punkt widzenia przełożonych, może jakaś polemika. Tego jednak w tej książce nie znajdziecie, choć nie z winy autorki, ona wykonała swoją pracę rzetelnie. Nie szukała sensacji, nie ferowała wyroków, chciała wiedzieć. To zakonnice nie czuły się zobowiązane do rozmowy. 
Przełożona patrzy na moją obrączkę i mówi, że życie zakonne zupełnie różni się od małżeńskiego i ludzie świeccy nie są w stanie tego zrozumieć. Są zbyt ciekawi i wsadzają nos w nie swoje sprawy. A nikogo nie powinno interesować to, co się dzieje za murami klasztoru**.
Niedostępne pozostanie niedostępnym, ale Abramowicz uchyliła drzwi.

  

* Cytat pochodzi z elektronicznej wersji książki Zakonnice odchodzą po cichu, więc trudno wskazać numer strony, ale ten fragment znajdziecie w rozdziale WSTĘP: KORESPONDENCJA
** Cytat z rozdziału Beniamina, czwarte pokolenie.


Święto, święto! Wszystko zaczęło się właśnie pod koniec listopada cztery lata temu! Początek był bardzo ambitny, bo napisałam wtedy o Franaszkowej biografii Czesława Miłosza. Później przeszłam etap wchłaniania skandynawskich kryminałów, fazę uwielbienia dla reportaży z Czarnego i zaczęłam zarażać audiobookami. Próbowałam Was rozśmieszać, dzielić się zachwytami i rozczarowaniami. I tak dotarliśmy do czwartych urodzin! Z tej okazji przygotowałam szczególną Trójkę, w której zebrałam trzy najpopularniejsze recenzje Ekrudy. Domyślacie się, o których książkach czytaliście najchętniej? Zaczynamy!

najpopularniejsze recenzje książek

Szczygieł Donna Tartt

Najwięcej wyświetleń ma recenzja Szczygła. To ciekawy przypadek, bo książka Donny Tartt podzieliła czytelników i krytyków. Jedni się zachwycali, inni ubolewali nad upadkiem literatury, a mnie podobało się tak bardzo, że osiemset stron pochłonęłam w jeden weekend. Ciągle zresztą pamiętam ten literacki przeskok z zimnego Amsterdamu do Nowego Jorku.

Później przeczytałam jeszcze Małego przyjaciela i znowu znalazłam w prozie Tartt coś intrygującego. Cóż poradzić, kiedy naprawdę nie przeszkadza mi wszystko to, co zarzucają pisarce amerykańscy krytycy. A sądząc po popularności tych recenzji, chyba kolejni czytelnicy chcą się przekonać osobiście, o co tyle szumu.




Uśpiony głos Dulce Chacón

Na drugim miejscu jest kolejna recenzja z obrazem w tle. Tym razem Pablo Picasso przyciąga Was do smutnej opowieści o hiszpańskiej wojnie domowej. Mam wrażenie, że o Uśpionym głosie ciągle jest za cicho, więc tym bardziej cieszy mnie niesłabnące zainteresowanie tą recenzją.  

Jeśli jeszcze nie czytaliście książki Dulce Chacón, zwróćcie na nią uwagę. Jest niepozorna, ale gwarantuję, że to mocna rzecz. Później możecie też obejrzeć film, który na jej podstawie nakręcono. Dodajcie do tego obraz, o którym była mowa na początku i już macie świetny przykład na to, jak przeszłość żyje w sztuce. 
  



Czochrałem antarktycznego słonia Mikołaj Golachowski


Na trzecie miejsce całkiem niedawno wdarła się recenzja książki Czochrałem antarktycznego słonia, przy okazji wyprzedzając tekst o rewelacyjnym Odpływie Larsa Saabye Christensena! 

Ale zupełnie się nie dziwię, że opowieści o zwierzołkach przyciągają kolejnych czytelników, bo Mikołaj Golachowski ma najprawdziwszą charyzmę. Poza tym w jego gawędach jest to, co uwielbiamy ciekawe przygody, zabawne anegdoty i olbrzymia dawka wiedzy o miejscach, do których większość z nas nigdy nie będzie mogła dotrzeć. 

Jeśli ciągle dziwi Was tytuł tej książki, to znak, że za długo zwlekacie z jej przeczytaniem! 



To już cała Trójka Czytelników, to Wy zadecydowaliście o jej kształcie, czytając moje teksty. 
Dziękuję, to były fajne cztery lata!  

Obsługiwane przez usługę Blogger.