Rok 2016 w pigułce

Kiedy dwa lata temu przygotowałam pierwsze podsumowanie czytelniczego roku, chciałam po prostu, żeby wyglądało inaczej niż to, co spotykacie na innych blogach. Miało być zwięźle i obrazowo, więc wszystko mozolnie policzyłam, przygotowałam wykresy, obliczyłam procenty.

Okazało się, że to świetna zabawa, więc rok później powstał podobny wpis, a ja ze zdziwieniem zauważałam, że czytam więcej beletrystyki niż literatury faktu albo że znacznie częściej sięgam po książki pisane przez mężczyzn. 

W tym roku jest szczególnie ciekawie, bo mogę już porównać dane z trzech lat i zauważam interesujące zmiany. Gotowi na odrobinę statystyk?

podsumowanie roku na blogu książkowym


Zacznijmy od największej różnicy. W 2014 roku trochę częściej wybierałam e-booki (48% moich lektur) niż audiobooki (29%) i książki papierowe (23%), w zeszłym roku z kolei wszystkich formatów było mniej więcej tyle samo. A w tym roku niespodzianka! E-booki wybiły się na prowadzenie i już ponad 60% lektur poznałam w wersji elektronicznej. Spodziewałam się, że tak będzie i jeszcze w styczniu opowiem Wam, skąd tak duża zmiana.

ebooki, audiobooki, książki papierowe
Podobnie jak w minionych latach łącznie literatury obcej było u mnie więcej niż polskiej, ale jeśli przyjrzeć się narodowości autorów to ponad 30% moich lektur napisali Polacy. W czołówce są też pisarze amerykańscy (24%) i brytyjscy (11%). Co z moją ukochaną Skandynawią? Poszczególne kraje nie są zbyt licznie reprezentowane, ale łącznie mogłyby trafić do pierwszej trójki (18%).

literatura polska, literatura obca

Rok temu żartowałam, że powinnam wprowadzić parytety w biblioteczce, bo aż 63% moich lektur napisali mężczyźni. Tym razem jest bardziej sprawiedliwie -- teraz tylko 54% to literatura męska. Ale muszę zaznaczyć, że to przypadek, bo ciągle wolę podział na dobrą i słabą literaturę, a to nie zależy od płci autorów.

literatura kobieca, literatura męska, dobra literatura
Sprawdziłam też oczywiście, jak często sięgałam po literaturę faktu. Jak zawsze jestem zaskoczona, że nonfiction to zaledwie 30% moich lektur i nawet uważne śledzenie nominacji do Nagrody im. Kapuścińskiego tego nie zmienia. Może to jakieś pole do poprawy na przyszły rok?

nonfiction, fiction, literatura faktu, literatura piekna
Co roku staram się wybrać najlepszą książkę, którą przeczytałam w minionych dwunastu miesiącach, nie zwracam przy tym uwagi na datę wydania. W 2014 roku był to reportaż W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa, w 2015 piękny Odpływ, a tym razem stawiam na Chłopczyce z Kabulu

Wybór oczywiście był trudny, bo wielkie wrażenie zrobił na mnie też Głód Martina Caparrosa, zachwycił Dostatek Michaela Crummeya, ale ostatecznie to właśnie do książki Jenny Nordberg najczęściej wracam myślami. 

książka roku 2016, Chłopczyce z Kabulu, Jenny Nordberg

Przeczytałam 98 książek (niektóre uchem), co daje ponad 34000 stron. Autorami, których książki wybierałam najczęściej byli Karl Ove Knausgard i Lois Lowry. Wiem też, że moją najkrótsza lekturą było Siedem dobrych lat Etgara Kereta, a najdłuższą Don Kichot z La Manchy (to akurat był audiobook). Na mojej liście był bardzo popularny Wielki Gatsby i dużo mniej znany Literacki almanach alkoholowy (to chyba znaczy, że powinnam o nim opowiedzieć na blogu).

To był dobry rok. A przyjemność z czytania? Tradycyjnie 100%

Czas na drugi odcinek Muzyki z książek. Poprzednim razem imprezowaliśmy z Vernonem Subutexem, a teraz pobuszujemy w płytotece Karla Ovego Knausgårda. Przeniesiemy się do lat osiemdziesiątych i posłuchamy kawałków, o których mowa w pierwszym tomie biograficznej Mojej walki.
Na playliście zebrałam utwory, których słuchał Karl Ove. Jeśli w książce padła tylko nazwa kapeli, wybierałam ciekawą piosenkę z płyt już wówczas wydanych. W efekcie mamy prawie trzy godziny dobrego soundtracku do jednej z najgłośniejszych książek ostatnich lat (a słowo „najgłośniejszych” możecie tym razem odczytać dosłownie). Gotowi?


Zakonnice odchodzą po cichu

Co najbardziej lubicie w reportażach? Ja chyba szczególnie doceniam to, że dzięki nim mogę zbliżyć się do czegoś niedostępnego. Odległego jak nienieckie czumy, niebezpiecznego jak codzienność w Somalii, tajemniczego jak afgańskie bacza pusz albo dawno minionego jak wielka ucieczka z Galicji. A czasami okazuje się, że niedostępne jest tuż obok, tyle że starannie ukryte pod warstwą wstydu, poczucia winy i  rozczarowania. Tak, najbardziej lubię w reportażach to, że uchylają drzwi do tajemnicy.

ZAKONNICE ODCHODZĄ PO CICHU

zakonnice odchodzą po cichu, marta abramowicz, recenzjaNa taką właśnie tajemnicę trafiła Marta Abramowicz, śledząc losy byłych zakonnic. Zajmowała się już wcześniej różnymi grupami, którym nie zależało na rozgłosie, ale tym razem szczególnie trudno było jej znaleźć kobiety, z którymi mogłaby porozmawiać.
Pierwsze trzy siostry, do których dostałam telefon, stwierdziły, że nie znają żadnych innych. To samo powiedziały czwarta, piąta i szósta. Zakonnice odchodzą pojedynczo i po cichu. Nie mają ze sobą kontaktu*.
Zawiodła poczta pantoflowa, ogłoszenia i poszukiwania w internecie. Nie istnieją opracowania, od których można by wyjść, nie ma stowarzyszeń byłych sióstr, żadnych punktów zaczepienia. Dużo łatwiej skontaktować się z byłymi księżmi. Zakonnice znikają bez śladu, bardzo trudno je znaleźć i przekonać do rozmowy. Po pół roku poszukiwań autorce udało się w końcu dotrzeć do dwudziestu z nich.

Brak kontaktu z byłymi siostrami i opór przed udzielaniem informacji ze strony zgromadzeń zakonnych sprawiły, że do tej pory ten temat nie został gruntownie zbadany. Dlatego właśnie Zakonnice odchodzą po cichu to szczególnie ciekawa książka. 

Autorka oddała głos siedmiu kobietom, które opowiedziały o życiu w zakonie, o porządkach tam panujących, o relacjach między siostrami i o powodach, dla których zdecydowały się odejść. Drugą stroną medalu są ich opowieści o tym, co działo się już za murami klasztoru z jakimi problemami się zmagały, jak ułożyły sobie życie i czy zmieniła się ich wiara. Marta Abramowicz wybrała siedem historii, ale opowieści innych byłych zakonnic są podobne i rodzą mnóstwo pytań. Na przykład kto ustala zasady i dlaczego niektóre z nich są tak surowe? 

W poszukiwaniu odpowiedzi autorka przyglądała się żeńskim zgromadzeniom w innych krajach, analizowała historię tych polskich, rozmawiała z zakonnikami. Im więcej się dowiadywała, tym więcej kolejnych pytań powstawało. Dlaczego niektóre zakony reformują się i unowocześniają, a inne twardo obstają przy starych regułach? Dlaczego w męskich zakonach jest więcej wolności? Czy sytuacja zakonnic wynika z kultury, czy ktoś im tę pozycję narzuca? I wreszcie pytanie o rolę kobiety i mężczyzny w Kościele.

Najciekawsze były odpowiedzi duchownych, którzy dzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat zakonnic. Bardziej interesujące byłyby chyba tylko wyjaśnienia sióstr, które w zakonach pozostały. Punkt widzenia przełożonych, może jakaś polemika. Tego jednak w tej książce nie znajdziecie, choć nie z winy autorki, ona wykonała swoją pracę rzetelnie. Nie szukała sensacji, nie ferowała wyroków, chciała wiedzieć. To zakonnice nie czuły się zobowiązane do rozmowy. 
Przełożona patrzy na moją obrączkę i mówi, że życie zakonne zupełnie różni się od małżeńskiego i ludzie świeccy nie są w stanie tego zrozumieć. Są zbyt ciekawi i wsadzają nos w nie swoje sprawy. A nikogo nie powinno interesować to, co się dzieje za murami klasztoru**.
Niedostępne pozostanie niedostępnym, ale Abramowicz uchyliła drzwi.

  

* Cytat pochodzi z elektronicznej wersji książki Zakonnice odchodzą po cichu, więc trudno wskazać numer strony, ale ten fragment znajdziecie w rozdziale WSTĘP: KORESPONDENCJA
** Cytat z rozdziału Beniamina, czwarte pokolenie.


Obsługiwane przez usługę Blogger.