Nadepnęłam na węża

Już wiem! To było tak- ktoś powiedział niewyraźnie, ktoś czegoś nie dosłyszał i świat obiegła wieść, że wybitny jest Haruki Murakami. A to wcale nie Haruki, tylko Hiromi i nie Murakami, lecz Kawakami. Reszta się zgadza.

Znalazłam więc tę Kawakami i dokonałam odkrycia, że literatura japońska skrywa przede mną prawdziwe perełki. Nie było to rzecz jasna odkrycie na wielką skalę. Wszak literaturę japońską znam tylko trochę lepiej niż piśmiennictwo Dżibuti, może zatem skrywać przede mną jeszcze wiele i niewykluczone, że są tam nawet jakieś skarby. Kto by się jednak spodziewał, że na skarby wpada się przypadkiem, nikt nie przynosi ich z entuzjastycznym "musisz to przeczytać".

Szczęśliwym przypadkiem znalazłam więc książkę pod intrygującym tytułem- "Nadepnęłam na węża".  Jest to zbiór trzech niesamowitych (w każdym tego słowa znaczeniu) opowiadań. Wchodzi się w nie, stopniowo zanurzając się w świecie tak nierzeczywistym, że aż cudownym.

Pierwsze opowiadanie to historia jakich wiele. Kobieta szła przez park i nadepnęła na węża. Potem nadepnęła jeszcze raz, bo nie mogła się powstrzymać. A wąż powiedział...
Ech, sami widzicie, jeszcze nic takiego. Ale drugie opowiadanie to już poważniejsza  sprawa. Jest to historia rodziny, w której przytrafiały się niespodziewane zniknięcia. Pierwszą osobą, która zniknęła była prababka, potem znikały różne przedmioty, aż w końcu zniknął brat. Ten jednak nie mógł się pogodzić ze swoim zniknięciem i ciągle się smucił.
Brzmi dziwnie? Wyobraźcie sobie, jakie jest ostatnie opowiadanie, to najbardziej niezwykłe!

Zauważyliście jak bezsensowne jest w tym przypadku streszczanie? "Nadepnęłam na węża" jest jak najlepsza poezja, a tej streszczać nie sposób. Nie znajdziecie w tych tekstach realistycznej fabuły, podążającej za zasadami rozsądku i prawdopodobieństwa. Jest w nich za to odrealniony świat, w którym nie istnieją żadne granice.  Tutaj można być najpierw wężem, a potem człowiekiem, albo człowiekiem i zarazem jaszczurką. Można zniknąć i równocześnie być. Można nalewać kawy do filiżanki, a znajdować w niej noc.

Hiromi Kawakami ma bowiem nieograniczoną wyobraźnię, a literatura zdaje się być stworzona po to, by można było dać jej upust i w pełni ją wykorzystać. W tej prozie nie ma rzeczy niemożliwych, jest jak najdziwniejszy sen, który zdarzyło się Wam śnić. Nie szukajcie wyjaśnień, nie próbujcie rozszyfrowywać metafor. Pozwólcie się porwać tym opowieściom.

I niech to w końcu zostanie sprostowane- to Hiromi Kawakami jest wybitna.


20 komentarzy

  1. Pod Twoim manifestem podpisuję się wszystkimi kończynami! :) Ta książeczka to dowód na to, że literatura to po prostu magia. A napisałaś o niej pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:) Ta książeczka to moje odkrycie roku. Można tak powiedzieć już w październiku?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę, a ja o niej nie słyszałam jeszcze. Fajnie jest odkryć takie perełki, coś mniej reklamowanego i mniej znanego powszechnie. Przynajmniej u nas :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prawda? :) Ja jestem ciągle pod urokiem Hiromi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie, tytuł intrygujący, ale widzę, że i treść grzechu warta

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że i mnie zauroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam, nie słyszałam...cóż....kiedy ja to wszystko nadrobię??? Najpewniej na emeryturze;) Nie, żartuję, wygląda na to, że warto sięgnąć po te opowiadania wcześniej.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko, treść przedziwna. Uwielbiam takie:)

    Dominiko, może być różnie, ale daj jej szansę, koniecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. M., ja będę o Kawakami gadać i gadać, więc w końcu dla świętego spokoju będziesz musiała przeczytać;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieję, że wpadnie w moje ręce :) W dodatku ta okładka - ascetyczna, ze zjawiskowymi kolorami!

    OdpowiedzUsuń
  11. Aniu, to okładka mnie przyciągnęła, a potem jeszcze ten wąż. Świetna sprawa:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Październik to prawie koniec roku, a grudzień może przecież w ogóle nie nastąpić z racji końca świata. Nieważne - chciałem tylko napisać, że swoją recenzją nieopatrznie nadepnęłaś mi na mózg. Czuję się po prostu zdeptany, przez magię, wypływającą zarówno z książki jak i ze spłodzonych przez Ciebie linijek. Pora poznać kolejnego pisarza japońskiego i zmienić niestałą liczbę 2 na kolejną (Murakami i Tanizaki, to póki co jedyni przedstawiciele prozy japońskiej, z którymi miałem przyjemność obcować).

    OdpowiedzUsuń
  13. Ambrose, bardzo mi miło to czytać, choć szkoda mi Twojego mózgu;) W każdym razie z całego serca polecam Kawakami, bo dla mnie jest rewelacyjna i bardzo, bardzo dziwna:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Skoro tak zachwalasz, to może i ja po nią sięgnę? Ten wąż i te niespodziewane zniknięcia intrygują, trzeba przyznać. I - jak zawsze - fajnie się ciebie czyta, zwłaszcza ten początek. :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  15. Kasjeusz, zabawne, chyba pisałam u Ciebie, kiedy Ty pisałaś u mnie:) Telepatia blogerów?:) Sięgnij po Kawakami koniecznie, jest niezwykła. Na pewno nie wszystkim się spodoba, ale czuję, że warto:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj, jak ty intrygująco piszesz. Uwielbiam taką specyficzną treść, więc na pewno po tę książkę sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A to trzeba było, Małgosiu, zerknąć na mojego bloga dużo wcześniej, a z pewnością byś usłyszała, że tak, że warto, że koniecznie - Kawakami ma naprawdę świetne pióro! Polecam też "Manazuru" - to w kwestii postrzegania rzeczywistości jakoby kontynuacja tropu z tomiku "Nadepnęłam na węża". "Manazuru" czytałam w lutym jakoś i przyznam, do dziś, jak tylko wsiadam w pociąg, odczuwam na skórze tę przedziwną atmosferę wspomnianej powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj dorwałam Manazuru!:) Tylko muszę skończyć "Zaopiekuj się moją mamą", którą teraz czytam. Cieszę się, że moja intuicja w temacie Kawakami została przez Ciebie potwierdzona:)

      Usuń
  18. Przygodę z literaturą japońską zaczęłam za sprawą Murakamiego i chętnie rozwinę skrzydła dalej ):

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.