Jezioro tajemnic

Wyobraźcie to sobie: skaliste wyspy, klify, rozległe wrzosowiska i czyste plaże. Prawdziwie dzikie pustkowia, a jeśli jednak trafią się jacyś ludzie, to życzliwi. Dla mnie to już niemal raj, dla innych po prostu Hebrydy Zewnętrzne, a dla Petera Maya miejsce, w którym umieścił akcję trylogii Wyspa Lewis

Jezioro tajemnic, peter may, recenzja, wyspa lewis
Autorem zdjęcia jest Sunnydesert


Nazwa trylogii pochodzi od Wyspy Lewis i Harris. Szerzej pisałam na ten temat tutaj  klik. Przypomnę tylko, że May wcale nie planował trzech książek! Wszystko miało skończyć się już po pierwszym tomie (Czarny dom), w którym Finlay Macleod wraca w rodzinne strony, by rozwikłać tajemnicę śmierci dawnego znajomego. Na szczęście wydawca nalegał na dalszy ciąg i w Człowieku z Wyspy Lewis Fin rozwiązuje kolejną zagadkę. Drugi tom podobał mi się nawet bardziej niż pierwszy, więc z rozbuchanymi nadziejami czekałam na trzeci. Czy mógłby być jeszcze lepszy? I w końcu mam, przeczytałam! A teraz wszystko Wam wyśpiewam.

JEZIORO TAJEMNIC

Zacznijmy od tego, że polski tytuł odrobinę zaskakuje  Jezioro tajemnic zamiast angielskiego The Chessmen. Zmiana nie wydaje się znacząca, ale nie mogę dostrzec jej uzasadnienia. Oryginalny tytuł wyróżniał rzecz charakterystyczną dla tamtych stron  szachy. May jak zwykle doskonale się przygotował i fabułę osnuł wokół prawdziwych dwunastowiecznych figur szachowych, które rzeczywiście zostały znalezione w 1831 roku na plaży Uig. To właśnie motyw przewodni tomu, element lokalnej kultury, która odgrywa w tych kryminałach ważną rolę. Czarny dom miał swoje polowanie na głuptaki, Człowiek z Wyspy Lewis  tradycyjny wzór swetrów, a The Chessmen  szachy.

W takich właśnie drobiazgach, we fragmentach dotyczących miejscowych obyczajów, historii, języka gaelickiego, który autor konsekwentnie wplata w swoje opowieści, widać jak dużo pracy wkłada w każdą książkę. Hebrydy nie są przypadkowym tłem, May wybrał je z rozmysłem i powierzył im istotne zadanie. I to jest dla mnie jedna z największych zalet tej trylogii*.

Wszystkie tomy łączy oczywiście Finlay Macleod. Teraz nie jest już policjantem, mieszka na wyspie i zaczyna pracę strażnika, który ma uporać się z kłusownikami trzebiącymi okoliczne rzeki i jeziora. Pech chce, że jednym z nich jest dawny przyjaciel Fina, Whistler. Mężczyźni co rusz się ze sobą ścierają, ale pewnego dnia to właśnie oni odkrywają tajemnicze zjawisko  jedno z jezior zniknęło, a na odsłoniętym dnie ukazał się mały jednosilnikowy samolot. Sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo samolot zaginął razem z pilotem przed siedemnastu laty.

Schemat jest znany z poprzednich tomów  Fin oczywiście znał zaginionego mężczyznę, więc narracja może biec dwutorowo. Pierwszoosobowa opowiada o wydarzeniach z przeszłości, trzecioosobowa o współczesnych. Przeplata się wątek kryminalny i ten, który dotyczy życia osobistego głównego bohatera. Tym razem są one jeszcze bardziej powiązane niż w Czarnym domu i Człowieku z Wyspy Lewis, ale na pierwszy plan wysuwają się wydarzenia sprzed lat. Trzeba mozolnie przebijać się przez wspomnienia Fina, żeby w końcu dotrzeć do śledztwa. W poprzednich tomach to było całkiem ciekawe, ale w Jeziorze tajemnic przeszłość tak się rozrosła, że współczesną akcję zepchnęła na margines. I przy okazji May pierwszy raz zgrzeszył dłużyznami.

To nie znaczy, że ostatni tom trylogii jest nudny. Co to, to nie! Zamyka wątki obyczajowe, wygasza tę opowieść (choć trzeba przyznać, że dosyć raptownie, jakby autor pod koniec zorientował się, że jeszcze coś nieuporządkowanego mu zostało). Zagadka kryminalna jest dosyć ciekawa, a śledztwo Fina z czasem budzi coraz większe napięcie. Wydaje się po prostu, że poprzednie części były lepiej zbalansowane, dzięki czemu akcja była bardziej wartka, emocje silniejsze i przyjemność trochę większa.

Ale Jezioro tajemnic ma jeden mocny plus  finał, jaki najbardziej lubię – z dużą dawką zaskoczenia. May jest zbyt dobry, żeby dać się ograć! To on do końca rządzi i próbuje wyprowadzić czytelnika w pole.

Ze mną mu się udało. A Wy? Podejmiecie wyzwanie?



* Na stronie Petera Maya znajdziecie mnóstwo materiałów o jego książkach, między innymi film dokumentujący przygotowania do pracy nad Jeziorem tajemnic.

Tytuł oryginału THE CHESSMEN;
Z angielskiego przełożył Jan Kabat;

24 komentarze

  1. Ponieważ nie czytałam żadnego tomu i nie mogę jakoś merytorycznie skomentować, wypowiem się na temat okładki: bardzo ładne, ponure zdjęcie. Tylko ta czcionka psuje całość...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albatros różnie sobie z okładkami radzi, miewają wzloty i upadki ;) Ten font jest podobny do tego z okładek anglojęzycznych, ale efekt rzeczywiście mógłby być lepszy. Za to treść jest ok, skuś się kiedyś choć na pierwsze dwa tomy :)

      Usuń
  2. Kolejna trylogia, która powinnam przeczytac. Mam zreszta dwa pierwsze tomy, haha. Sama juz nie wiem, czy smiac sie, czy plakac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O świetnie! Masz dwa najlepsze tomy :) Poczekaj na jakiś wietrzny dzień i daj szansę Mayowi.

      Usuń
  3. Trylogię kojarzę wyłącznie za sprawą Twoich tekstów, ale podoba mi się rzeczowość autora i ogromna precyzja, z jaką przygotowuje swoje dzieła. Wrażenie robi szczególnie ten motyw przewodni charakterystyczny dla każdego tomu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to najbardziej się podoba :) I jeszcze ten gaelicki, o którym czasem jest mowa, bo nawet najmniejsze wstawki o języku mogą mnie kupić ;)

      Usuń
  4. Ciągle jeszcze nie czytałam, ale na pewno przeczytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy Ci się spodoba. Im dalej od przeczytania, tym bardziej mi się wydaje, że pierwsze dwa tomy był lepsze. Będę czekać na Twoją opinię.

      Usuń
  5. Nie patrzę! No dobra - patrzę przez palce ;) A to dlatego, że pierwszy tom nadal się czyta. Mozolnie, bo mnie powinno się zamykać z jedną książką w ręku (w jakieś komórce - z oknem! albo na balkonie!) bez dostępu do innych książek. Walczę z tym rozproszeniem uwagi, naprawdę! Ale jak tu chociaż nie napocząć jakiejś nowej książki, skoro właśnie przyszła pocztą? A co zrobić, gdy wciąga? No, ale May doczeka się przeczytania pełnego, więc może i dotrę do Jeziora (szachowy tytuł lepszy!) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, a to nie jest tak, że pierwszy tom już dawno byś połknęła, gdyby trafił w Twój gust? Co mogłoby Cię odciągnąć od porządnego czytadła? :) Może jest po prostu za słaby dla Ciebie?

      Usuń
    2. Nie, to po prostu specyficzny typ. Jak np. mam akurat chęć na reportaże, to nic mnie nie zatrzyma przy kryminale, jakkolwiek by nie był wciągający ;)

      Usuń
    3. Ufff :) Już myślałam, że May nie sprostał Twoim wymaganiom :)

      Usuń
  6. Na trylogię Maya zwróciłam uwagę przez Skrzata, ale wcześniej polecała też S.J. Bolton i to od jej Lacey Flint miałam zacząć, odstawiając Maya na troszkę później. I jakoś tak nawet do tej Bolton nie dotarłam, a Skrzat zniknęła - nie ma mnie kto zmotywować :(
    Musisz przejąć rolę, albo sprowadzić mi tu skrzatowisko, bo coś za długa ta jej przerwa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Bolton to się możemy wzajemnie dopingować (bo też nie poniuchałam), ale na Maya na pewno będę cię namawiać!
      Skrzat mnie też dzielnie motywowała do przeczytania trzeciego tomu Wyspy Lewis. Ale gdzie ona się podziewa?!

      Usuń
    2. Pisałam do niej mejla, bo dopiero się w sumie poznałyśmy, a nagle zniknęła. Ma przerwę od bloga. Mam nadzieję, że wróci :( Może ją też trzeba by było zdopingować? A może dać czas do "po wakacjach" i wtedy zaatakować?
      Ala jak przeczytamy choć jedną część Bolton to będziemy bardziej wiarygodne w tym atakowaniu ;)

      Usuń
    3. Lolanta, jak to nie ma kto Cię dopingować do Bolton? Toż to ja Skrzatowi Bolton polecałam :P

      Usuń
    4. No iwem, od Ciebie się zaczęło, ale to u Skrzata najpierw przeczytałam, więc niech już będzie, że to jej wina ;)

      Usuń
    5. Podpowiedzcie co tej Bolton czytać, to może mi też uda się coś upolować i Skrzat wróci zwabiona popularnością Bolton w skrzacim blogowym kręgu ;)

      Usuń
    6. To ponoć dobre: http://lubimyczytac.pl/cykl/448/lacey-flint
      Luka pewnie będzie wiedzieć lepiej, bo ja jeszcze nawet nie uszczknęłam :)

      Usuń
    7. "Ulubione rzeczy" na początek. Koniecznie :) To pierwsza z serii i głupio zaczynać od środka, bo to wiele psuje ;)

      Usuń
    8. Możecie mnie już zacząć trzymać za słowo, wkrótce poznam Lacey Flint z "Ulubionych rzeczy" :) Nie wiem, czy to przywołuje Skrzaty, ale spróbować mogę, a i Luka będzie zadowolona, że znowu mnie zaraziła jakąś książką :)

      Usuń
    9. I to bardzo będzie! A zaginionego Skrzata to ja już (wprawdzie przez pośrednika, ale jednak!) straszyłam, że jak ona znika, to ja też! A to straszenie było wynikiem wcześniejszej - takiej samej! - groźby :P A tu nic. Za słabo było ;)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Warto chociaż na pierwsze dwa tomy :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.