W kolejnym odcinku Muzyki z książek wracamy do Karla Ovego Knausgårda. Pamiętacie pełną energii playlistę do pierwszego tomu Mojej walki? Tym razem sprawdzimy, jakie dźwięki pojawiają się w części drugiej.
playlista Moja walka, Karl Ove Knausgard
Moja walka. Księga druga to opowieść o partnerstwie, o zakładaniu rodziny i ojcostwie. Karl Ove zmienia się, a czy zmieniają się jego upodobania muzyczne?

Muzyki jest w tej części wyraźnie mniej niż w pierwszej. Spójrzcie choćby na czas – poprzednio były prawie trzy, teraz znalazłam materiał na zaledwie półtorej godziny grania (może byłoby trochę więcej, gdybym nie udawała, że nie dostrzegam słabości Knausgårda do Emmylou Harris).
Kultura i sztuka zajmują tu ciągle dużo miejsca, ale jeśli pierwszy tom inspirował do przygotowania playlisty, drugi powinien mieć własną listę lektur. Tym razem muzyka została odrobinę ściszona i wygładzona, Karl Ove słucha na przykład płyty Mali Damona Albarna albo wspomnianej już Emmylou Harris, Linda dorzuca Toma Waitsa, a The Clash czy Dire Straits pojawiają się jedynie w krótkich wspomnieniach.

Jak zwykle zebrałam utwory wymienione w książce. Jeśli znałam jedynie tytuł płyty, wybierałam kilka ciekawych utworów na niej umieszczonych. Kiedy była mowa o koncercie, odszukiwałam utwory, które mogły być wtedy grane. A taki jest rezultat:




Chcecie więcej?


Recenzja pierwszego tomu Mojej Walki Karla Ovego Knausgårda 

Czas na drugi odcinek Muzyki z książek. Poprzednim razem imprezowaliśmy z Vernonem Subutexem, a teraz pobuszujemy w płytotece Karla Ovego Knausgårda. Przeniesiemy się do lat osiemdziesiątych i posłuchamy kawałków, o których mowa w pierwszym tomie biograficznej Mojej walki.
Na playliście zebrałam utwory, których słuchał Karl Ove. Jeśli w książce padła tylko nazwa kapeli, wybierałam ciekawą piosenkę z płyt już wówczas wydanych. W efekcie mamy prawie trzy godziny dobrego soundtracku do jednej z najgłośniejszych książek ostatnich lat (a słowo „najgłośniejszych” możecie tym razem odczytać dosłownie). Gotowi?


Ojciec, śmierć i David Bowie

Uff, zdążyłam. Wkrótce, bo 21 maja, pojawi się polski przekład drugiego tomu najbardziej znanej powieści Karla Ovego Knausgårda. Prawie wszyscy przeczytali już pierwszy, a ja ciągle odkładałam lekturę. A kiedy już się za nią zabrałam, okazało się, że to jedna z tych nieodkładalnych książek, które czyta się długo w noc i nawet się nie zauważa, kiedy minęło pięćset pięćdziesiąt stron.


karl ove knausgard, moja walka, recenzja
To zaskakujące, bo gdybym streściła, o czym to jest, nie pomyślelibyście, że to może być aż tak dobre. Sprawdzimy? 

Norweski pisarz opowiada swoją historię – nie odnosił dotąd wielkich sukcesów, nie ponosił spektakularnych porażek, napisał kilka powieści, ale nie zdobył jeszcze sławy. Ot, czterdzieści lat zwykłego życia opisanego w sześciu tomach. Wydawać by się mogło, że kontrowersyjny jest tylko tytuł  Moja walka, jednak cała książka budzi emocje. Po pierwsze dlatego, że autor jest szczery i nie wszyscy rozumieją, dlaczego nie retuszuje swoich wspomnień. Po drugie porusza tematy, które szczególnie w Skandynawii są tabu*. I jest jeszcze trzeci element, Knausgård pisze o sobie, ale robi to w tak uniwersalnej, prostej formie, że wielu odnajduje w jego opowieści odległe echo własnych doświadczeń.

Trudno opowiedzieć o tej książce, bo sekret jej sukcesu tylko częściowo tkwi w poruszanych tematach, reszta to kwestia czystego stylu i nastroju, który buduje. Ale gdybym miała wskazać klucz do tej opowieści, byłby nim ojciec. Potem dodałabym śmierć i sztukę.

OJCIEC

Historia Knausgårda skupia się wokół postaci jego ojca. Pisarz mówi wprost, że w dzieciństwie bał się taty, a w relacjach między nimi zawsze było napięcie. To oczywiście nie pozostało bez wpływu na jego przyszłe losy i Moja walka dowodzi tego najlepiej. Ale to nie jest forma terapii, żadne porachunki. To raczej szczery zapis wspomnień i skonfrontowanie ich z nowymi przemyśleniami. Bo autor patrząc na ojca, przygląda się przede wszystkim samemu sobie. Nie tylko dlatego, że odkrywa, jak wielki wpływ miał na niego tata, ale zauważa też, że pod pewnymi względami jest do niego podobny.


Obraz ojca, jaki mam z tamtego wieczoru w 1976 roku, jest, innymi słowy, podwójny: z jednej strony widzę go takiego, jakiego widziałem wtedy oczami ośmiolatka, nieprzewidywalnego i przerażającego, a z drugiej  jako rówieśnika, przez którego życie pędzi czas, nieustannie porywając ze sobą spore kawały sensu**.

W tej sytuacji autor musi przyjrzeć się też własnym relacjom z dziećmi i tu pojawia się sprawa, która jest chyba zupełnie akceptowalna, a jednak budzi sprzeciw części czytelników. Otóż Knausgård pisze szczerze, że ojcostwo nie stanowi jedynego sensu życia, choć jest źródłem szczęścia. Stawia granicę poświęceniu, bo to spełnienie jest najważniejsze, a w jego przypadku nie rodzicielstwo, lecz uprawianie sztuki może wypełnić życie.

SZTUKA

Skoro o sztuce mowa, warto wspomnieć, że w Mojej walce jest ona stale obecna, Dorosły Karl Ove wiesza na ścianie swojej pracowni reprodukcję Newtona Williama Blake'a, nocny pejzaż norweskiego malarza Pedera Balkego czy też fotografie Thomasa Wågströma. Na studiach próbuje czytać Pounda, Rilkego, Mandelsztama, a wcześniej po prostu Saabye Christensena i Petera Høega. Mnóstwo nazwisk i tytułów, mniej i bardziej znanych, zarówno kultura wysoka, jak i ta masowa. Literatura, malarstwo, fotografia, ale to muzyka najbardziej zapadła mi w pamięć i to ona najlepiej wprowadza w czasy młodości Knausgårda. Czego słuchał? Led Zeppelin, Talking Heads, The Chameleons, The The, The Police, U2, a na gitarze grał Space Oddity.



ŚMIERĆ

I jeszcze śmierć, to ona jest klamrą, zaczyna i kończy tę opowieść. Naturalistycznie, bez patosu, bo autor zajmuje się nie samą śmiercią, lecz naszym stosunkiem do niej. Tym jak o niej mówimy, co i dlaczego robimy z naszymi zmarłymi. Pisze o śmierci w ogóle i o śmierci konkretnego człowieka, własnego ojca. I znowu bez retuszu, bez wygładzania, bo u Knausgårda jeśli coś śmierdzi, to śmierdzi. Jest prosto i uczciwie w formie i treści. Między innymi dlatego właśnie zachwyca. I z dokładnie tego samego powodu u innych budzi kontrowersje. 

Już wiecie? Wspaniałe, czytajcie.

Chcecie więcej?
Przygotowałam dla Was playlistę z utworami, których słuchał Karl Ove.

* O tym, jak Skandynawowie odebrali jego książkę, Knausgård opowiadał na przykład w Trójce w programie Z najwyższej półki.
** Cytat pochodzi z elektronicznej wersji książki i znowu nie potrafię podać numeru strony (lokacja 172), ale znajdziecie ten fragment na samym początku Części 1. 

Tytuł oryginału: MIN KAMP. FØRSTE BOK. ROMAN,
Z norweskiego przełożyła Iwona Zimnicka;

Obsługiwane przez usługę Blogger.