Zakonnice odchodzą po cichu

Co najbardziej lubicie w reportażach? Ja chyba szczególnie doceniam to, że dzięki nim mogę zbliżyć się do czegoś niedostępnego. Odległego jak nienieckie czumy, niebezpiecznego jak codzienność w Somalii, tajemniczego jak afgańskie bacza pusz albo dawno minionego jak wielka ucieczka z Galicji. A czasami okazuje się, że niedostępne jest tuż obok, tyle że starannie ukryte pod warstwą wstydu, poczucia winy i  rozczarowania. Tak, najbardziej lubię w reportażach to, że uchylają drzwi do tajemnicy.

ZAKONNICE ODCHODZĄ PO CICHU

zakonnice odchodzą po cichu, marta abramowicz, recenzjaNa taką właśnie tajemnicę trafiła Marta Abramowicz, śledząc losy byłych zakonnic. Zajmowała się już wcześniej różnymi grupami, którym nie zależało na rozgłosie, ale tym razem szczególnie trudno było jej znaleźć kobiety, z którymi mogłaby porozmawiać.
Pierwsze trzy siostry, do których dostałam telefon, stwierdziły, że nie znają żadnych innych. To samo powiedziały czwarta, piąta i szósta. Zakonnice odchodzą pojedynczo i po cichu. Nie mają ze sobą kontaktu*.
Zawiodła poczta pantoflowa, ogłoszenia i poszukiwania w internecie. Nie istnieją opracowania, od których można by wyjść, nie ma stowarzyszeń byłych sióstr, żadnych punktów zaczepienia. Dużo łatwiej skontaktować się z byłymi księżmi. Zakonnice znikają bez śladu, bardzo trudno je znaleźć i przekonać do rozmowy. Po pół roku poszukiwań autorce udało się w końcu dotrzeć do dwudziestu z nich.

Brak kontaktu z byłymi siostrami i opór przed udzielaniem informacji ze strony zgromadzeń zakonnych sprawiły, że do tej pory ten temat nie został gruntownie zbadany. Dlatego właśnie Zakonnice odchodzą po cichu to szczególnie ciekawa książka. 

Autorka oddała głos siedmiu kobietom, które opowiedziały o życiu w zakonie, o porządkach tam panujących, o relacjach między siostrami i o powodach, dla których zdecydowały się odejść. Drugą stroną medalu są ich opowieści o tym, co działo się już za murami klasztoru z jakimi problemami się zmagały, jak ułożyły sobie życie i czy zmieniła się ich wiara. Marta Abramowicz wybrała siedem historii, ale opowieści innych byłych zakonnic są podobne i rodzą mnóstwo pytań. Na przykład kto ustala zasady i dlaczego niektóre z nich są tak surowe? 

W poszukiwaniu odpowiedzi autorka przyglądała się żeńskim zgromadzeniom w innych krajach, analizowała historię tych polskich, rozmawiała z zakonnikami. Im więcej się dowiadywała, tym więcej kolejnych pytań powstawało. Dlaczego niektóre zakony reformują się i unowocześniają, a inne twardo obstają przy starych regułach? Dlaczego w męskich zakonach jest więcej wolności? Czy sytuacja zakonnic wynika z kultury, czy ktoś im tę pozycję narzuca? I wreszcie pytanie o rolę kobiety i mężczyzny w Kościele.

Najciekawsze były odpowiedzi duchownych, którzy dzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat zakonnic. Bardziej interesujące byłyby chyba tylko wyjaśnienia sióstr, które w zakonach pozostały. Punkt widzenia przełożonych, może jakaś polemika. Tego jednak w tej książce nie znajdziecie, choć nie z winy autorki, ona wykonała swoją pracę rzetelnie. Nie szukała sensacji, nie ferowała wyroków, chciała wiedzieć. To zakonnice nie czuły się zobowiązane do rozmowy. 
Przełożona patrzy na moją obrączkę i mówi, że życie zakonne zupełnie różni się od małżeńskiego i ludzie świeccy nie są w stanie tego zrozumieć. Są zbyt ciekawi i wsadzają nos w nie swoje sprawy. A nikogo nie powinno interesować to, co się dzieje za murami klasztoru**.
Niedostępne pozostanie niedostępnym, ale Abramowicz uchyliła drzwi.

  

* Cytat pochodzi z elektronicznej wersji książki Zakonnice odchodzą po cichu, więc trudno wskazać numer strony, ale ten fragment znajdziecie w rozdziale WSTĘP: KORESPONDENCJA
** Cytat z rozdziału Beniamina, czwarte pokolenie.


20 komentarzy

  1. Ogromnie jestem ciekawa życia zakonnic i mam jakieś tam swoje teorie, które chciałąbym skonfrontować za pomocą tej książki (już mam od jakiegoś czasu na czytniku).
    Dwa tygodnie temu było spotkanie autorkie w gdańskiej bibliotece. Dowiedziałam się na pół godziny przed nim :/ Strasznie kiepski system ostrzegania mają gdańskie biblioteki, więc sama zaczęłam ogłaszać, mimo, że mnie już tam nie ma i nie skorzystam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wyobrażenie było bardziej optymistyczne ;) Ale czytaj, czytaj, sama zobaczysz.

      Usuń
  2. Świetna recenzja: konkretna i na temat. Dzięki!
    Zachęciłaś mnie do sięgnięcia po tę książkę, a krążę wokół niej w sumie odkąd się ukazała. Jak mi wpadnie w ręce, to na pewno przeczytam. Na zakup, mimo Twej recenzji, raczej się nie zdecyduję.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać, co myślisz, jeśli przeczytasz :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy reportaż. Czytałam go w listopadzie i wstrząsnęło mną to, jak wygląda życie w niektórych zakonach (mam nadzieję, że nie we wszystkich, bo ogromnie żal mi tych kobiet).

    Cieszę się, że wróciłaś :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego dobrze byłoby, gdyby ktoś zdecydował się opowiedzieć o tym, jak to wygląda z drugiej strony, prawda?

      Cieszę się, że nie cieszę się sama ;)

      Usuń
  4. Czytałam tą książkę dosyć dawno temu, poruszyła mnie, wstrząsnęła mną i zapadła mi głęboko w pamięć. Czytając ją, trzeba jednak pamiętać jakie wydawnictwo wypuściło ją na rynek i nie wierzyć ślepo we wszystko, co się w niej przeczyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, żeby to była kwestia wydawnictwa, to raczej autor jest lub nie jest wiarygodny. Czytuję reportaże z różnych wydawnictw. Z Krytyki Politycznej nie tak znowu często, ale jak dotąd nie miałam zastrzeżeń do ich książek. Tymczasem to wysoko cenione (także przeze mnie!) Czarne wydawało Jacka Hugo-Badera, którego wiarygodność jest co jakiś czas jest kwestionowana :(
      Ale to zabawne, że trafiłyśmy z tą rozmową akurat w moment, kiedy właśnie w Krytyce Politycznej ukazał się ten tekst Ludwiki Włodek http://m.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20161201/czy-prawda-nas-wyzwoli

      Usuń
  5. Okładka mnie już intrygowała od dawna, ale teraz przekonałaś mnie, że to jest coś, co bym chciała kiedyś przeczytać... Niedostępne, ciche i ukryte bardzo ciekawi. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, że ciekawi! Aż trudno uwierzyć, że dopiero Abramowicz była wystarczająco zaintrygowana, żeby podrążyć temat.

      Usuń
  6. Z zainteresowaniem czytałam i Twą opinię o książce, o której inne opinie poznałam wcześniej i artykuł Pani Włodek. Wprawdzie z Krytyką Polityczną mi nie pod drodze, ale tym razem muszę przyznać, że jej wypowiedź na temat rzetelności naszych dziennikarzy i reportażystów w świetle praktyk sprawdzających tę rzetelność zrobiła na mnie ogromne wrażenie, to może szokować.
    Książkę chciałabym sama przeczytać by móc się do jej treści odnieść.
    Ale moim skromnym zdaniem jest to pozycja napisana na siłę, jak wiele dzisiaj pisanych książek, o czym świadczy usilne namawianie byłych zakonnic do "mówienia" i na fali obecnego antykatolicyzmu.
    Każda decyzja wymaga dojrzałości. Zupełnie podobnie ma się z małżeństwem o czym świadczą rozwody. W przypadku zakonnic jest przecież nowicjat w czasie którego dziewczęta dowiadują się z pewnością czego mogą oczekiwać. Śluby wieczyste powinny składać te, które mają autentyczne powołanie i są świadome tego, że cechować je powinna przede wszystkim pokora, która pomoże im znieść to, że nie będą się mogły realizować tak jak w świeckim życiu. Ostatnio wiele młodych kobiet po studiach decyduje się wstępować do zakonów...z pewnością wtedy są to już bardziej dojrzałe decyzje o ile nie są ucieczką, bo i tak może być.
    A że życie w zakonach, z których każdy ma inną regułę łatwe nie jest, świadczą wspomnienia choćby świętych zakonnic i można by tu wspomnieć św. Faustynę.
    Dzisiejsze feministki chciałyby na siłę wszystkie kobiety brać w obronę...nawet te, które tego nie chcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że ta książka nie jest tak antykatolicka jak myślisz :) Właściwie w ogóle antykatolicką bym jej nie nazwała. Kto wie, może zgodzisz się ze mną, jeśli będziesz miała okazję przeczytać tę książkę. Dość wspomnieć, że obszerne fragmenty to rozmowy z zakonnikami. Co ciekawe to chyba oni najbardziej się siostrom dziwią.

      To też nie jest tak, że ktoś chce ratować zakonnice. Wydaje mi się, że tu raczej padają pytania "jak jest?" i "dlaczego akurat tak?", nie ma nawoływania "zmieńmy wszystko, bo jest źle". I zdaje się, że mogłabyś się podpisać pod niektórymi opiniami, które tam padają, bo na przykład o dojrzałości jak najbardziej jest mowa :)
      Masz rację, że życie w zakonach nie jest łatwe, to zrozumiałe. W książce Abramowicz padają jednak pytania o to, czy naprawdę musi być tak, że siostra musi na przykład pytać o zgodę na wizytę u lekarza i może tej zgody nie dostać. Ale to są tylko pytania, nikt z zewnątrz niczego zakonnicom nie narzuci.
      Mam nadzieję, że będziesz miała okazję przeczytać całą książkę i będziesz mogła sprawdzić, czy Twoje obawy były słuszne :) Liczę, że podzielisz się potem uwagami :)

      Usuń
    2. PS A jeśli zainteresował Cię tekst Ludwiki Włodek, na jej profilu na Facebooku jest wcześniejszy (bardzo ciekawy) post, od którego zaczęła się ta odsłona dyskusji o wiarygodności reporterów. Nie wiem, czy miałaś już okazję go czytać :)

      Usuń
    3. Postaram się ją przeczytać, by zrozumieć co chciała autorka przez nią powiedzieć.
      Ja nie uważam, że ona jest antykatolicka tylko, że pisana na fali anty katolickości, czyli w czasie, gdy kościół katolicki jest wciąż atakowany. Diabeł zawsze tkwi w szczegółach a w zakonach obowiązują niestety reguły, których nie znamy...w każdym pewno inne. I to one decydują o tym co można a czego. Reguła to dyscyplina i dlatego jak sądzę trudno nam się odnosić do tego czy zakonnica mogła iść do lekarza czy też nie...dlaczego chciała i dlaczego jej nie pozwolono....
      Ale to już mniejsza z tym.

      Ja Ja nie czytuję tzw. literatury faktu i po przeczytaniu art. Pani Włodek stwierdzam, że nic na tym nie tracę, bo w tej sytuacji nigdy nie jest się pewnym czy to co pisze autor to prawda czy też fikcja. Każda taka książka jest zatem tworem powstałym z subiektywnych wyobrażeń o prawdzie...chodzi tylko o to, by książka się sprzedawała.

      Dziękuję za tę dodatkową informację. To interesujący temat.




      Usuń
  7. Mam ten tytuł w planach od dłuższego czasu i mam nadzieję, że w końcu uda mi się go przeczytać. Życie zakonnic zawsze mnie intrygowało, więc powinien to być idealny tytuł, by lepiej poznać ten świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy idealny, ale zdaje się, że jeden z niewielu, więc wybór może być ograniczony ;)

      Usuń
  8. Reportaże i biografię - cenię je sobie z tego samego powodu. Fajnie jest móc lepiej poznać ciekawe osobistości. Oryginalna okładka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ciekawa. Treść też niezła ;)

      Usuń
  9. Na pierwszy rzut oka reportaż zdaje się zahaczać o szmirę i pójście na łatwiznę (wybór chodliwego tematu na fali wspomnianego antykatolicyzmu), ale im więcej czytam o tej książce, tym większego nabieram przekonania, że warto po nią sięgnąć - zakonnice w naszym kraju to faktycznie bardzo mało znana społeczność. Na temat zgromadzeń krąży wiele plotek i pogłosek, mało jest natomiast faktów. W pozycji, którą opisujesz, najbardziej ciekawią mnie opinie zakonników :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy w życiu szmiry bym tu nie polecała! ;) Nie dajmy się zwariować, nie każda książka o Kościele jest antykatolicka. Masz rację, opinie zakonników są bardzo ciekawe! I to porównanie ich życia z życiem sióstr. Świetna sprawa, rzuć okiem.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.