Rok 2017 w pigułce

Raz, dwa, trzy, czas na rozgrzewkę. Zanim odkurzę blog i znowu zaczną tu wpadać książki, rzucę okiem na miniony rok. Mam w tym wprawę, bo oglądałam się za siebie w 2014, 2015 i 2016. Wtedy mniej czytałam, więcej pisałam. Teraz było inaczej, non, je ne regrette rien. Zaczynamy?

podsumowanie roku na blogu książkowym
E-booki, audiobooki czy książki papierowe? Nie wybieram, bo nie muszę. Kiedy mogę, czytam okiem – kiedy chcę, czytam uchem. To nie zmieniło się od samego początku moich podsumowań i bardzo się cieszę, że przygasły jałowe dyskusje o wyższości jednej formy nad innymi. 

W zeszłym roku wspominałam, że wypożyczam e-booki, a teraz mogę polecić też wypożyczanie audiobooków. To mój sposób na ograniczenie kupowania książek, bo zwykle wystarczają mi te, które mogę przeczytać w ramach abonamentów. Próbowaliście tego?

W rezultacie 50% moich lektur to e-booki, 38% audiobooki, a analogowe książki zostały daleko w tyle.
ebooki, audiobooki, książki papierowe
Literatura polska czy obca? Właściwie co roku mogłabym używać tej samej ilustracji, bo literatura zagraniczna niezmiennie wygrywa. Polskie książki to tym razem 31%. Tutaj jednak zaszła maleńka zmiana – jeśli książka jest napisana po angielsku, coraz częściej sięgam właśnie po oryginał. Prawie 20% lektur przeczytałam w tym języku, to dużo, dużo więcej niż w 2016.
literatura polska, literatura obca
Kobieca czy męska? W minionych latach częściej czytałam książki napisane przez mężczyzn. Wiem, to prawie nikogo nie dziwi i nawet zdarzyło się nam wszystkim gdzieś w sieci rozmawiać, o sytuacji kobiet na rynku wydawniczym. Odkąd zaczęłam się temu przyglądać, w mojej biblioteczce dużo się zmieniło. Zobaczcie sami – w 2015 roku zaledwie 31% moich lektur to książki napisane przez kobiety, teraz to już 51%. Ciekawe, jak będzie w 2018!
literatura kobieca, literatura męska
Fiction czy nonfiction? Ten fragment podsumowania co roku mnie zaskakuje. Zawsze uważałam się za wielbicielkę reportaży, tymczasem nonfiction to zwykle mniej więcej jedna trzecia moich lektur. Tym razem to dokładnie 35% i nad tym chętnie bym popracowała. Mam cel na nowy rok.
literatura faktu, fikcja

A jaka książka zrobiła na mnie największe wrażenie? Nie mam wątpliwości, najbliższa mojemu sercu była Zulejka otwiera oczy! Guzel Jachina jest czarodziejką, sprawiła, że mam ochotę natychmiast wrócić do jej książki, opowiedzieć o niej wszystkim, poprzestawiać cudze stosiki, żeby Zulejka szybciej doczekała się czytania. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby to takie książki kojarzyły się z hasłem literatura kobieca, dlatego niebawem napiszę o tej powieści więcej.

A teraz chodźcie, zaczniemy wszystko od nowa.

Rok z Legimi

Od trzech lat dosyć szczegółowo notuję, co czytam; później zbieram wszystko w krótkich blogowych podsumowaniach. To niezła zabawa, a przy okazji wynoszę z niej całkiem konkretną wiedzę na temat tego, jak zmienia się moje czytanie. Zwracam między innymi uwagę na formę, bo bardzo podoba mi się to, że wcale nie muszę wybierać – mogę czytać książki papierowe i elektroniczne, a w międzyczasie słuchać audiobooków, gwiżdżąc na nieświeże kłótnie o szelest i zapach papieru.

"Równouprawnienie" formatów było widać w statystykach, bo odkąd mam czytnik, liczba e-booków łatwo dorównała liczbie audiobooków i analogowych książek. I tak się wszystko spokojnie toczyło aż do minionego roku, kiedy nagle elektroniczne książki zaczęły rządzić w biblioteczce i stanowiły już ponad 60% moich lektur. Ale jak to?

ebooki, recenzja abonamentu w LegimiTo proste, narozrabiało tu Legimi. A w związku z tym, że już prawie od roku korzystam z ich abonamentu, mogę pokusić się o jakieś wnioski. Bez obaw, to nie będzie żadna reklama, tylko czysta recenzja, bo mam mnóstwo uwag, które mogą przydać się, jeśli zastanawiacie się, czy warto pakować się w wypożyczanie e-booków.

Jak to działa, możecie przeczytać na stronie Legimi, a ja po prostu przejdę do konkretów. Wybrałam pakiet bez limitu, bo w niższym można przeczytać tylko 750 stron (według Legimi to mniej więcej trzy książki – powiedzcie to Knausgardowi!), a ja czytam zdecydowanie więcej. Czytnik kupiłam osobno (Uwaga! Na czytnikach Kindle tego nie odpalicie), więc nie potrzebowałam abonamentu z kolejnym, ale gdybyście byli zainteresowani, jest też taka możliwość. Zrobiłam za to inną sztuczkę, skorzystałam z oferty mojego operatora komórkowego, który współpracuje z Legimi i oferuje abonament unlimited w niższej cenie – sprawdźcie, może też macie taką możliwość. Tym sposobem przyssałam się do biblioteki ponad 18000 e-booków. Brzmi dobrze? Jasne, Legimi ma mnóstwo zalet, ale ma też co nieco do poprawy. Rozprawmy się z tym!

Największym plusem jest duża i stale rosnąca biblioteka. Wiadomo, nie każda z tych tysięcy książek zasługuje na uwagę, sporo tam wypełniaczy, ale ciągle trudno narzekać na brak dobrych lektur. Wydawnictwa, które najbardziej lubię, są już w Legimi – Literackie, Czarne, Książkowe Klimaty, SQN, Marginesy i wiele innych. Jest dobrze.
Minusy? Nie wszystkie wydawnictwa dodają książki na bieżąco, niektóre każą czekać na te najbardziej pożądane i w rezultacie nigdy nie wiem, kiedy będę mogła przeczytać konkretną nowość. Żeby było fair, muszę dodać, że zdarzają się też wydawnictwa, które wrzucają książki do abonamentu jeszcze przed premierą – miły zwyczaj.

Drugi wielki plus? Oszczędność. W ciągu 10 miesięcy przeczytałam w Legimi 54 książki, więc w moim przypadku koszt jednej jest przyjemnie niski. Haczyk jest taki, że to nie są moje jedyne wydatki na książki – obok papieru czasami zdarza mi się kupić e-booki z wydawnictw, których nie ma w Legimi, a jeszcze rzadziej zdarza mi się kupować nowości, jeśli nie mogę się doczekać aż wpadną do abonamentu. Tutaj z odsieczą przychodzą mi genialne Świat czytników i UpolujEbooka.

Co można by jeszcze wpisać po stronie plusów? Wygodę, bo aplikację zainstalowałam na kilku urządzeniach, więc kiedy nie mam pod ręką czytnika, mogę wyjątkowo poczytać na telefonie (tramwaj!).

Twórcy Legimi mieli też niezły pomysł, żeby pokazywać na wykresach, ile i kiedy czytamy. Sęk w tym, że te statystki szwankują i jeśli czytamy w okolicach północy, mogą w ogóle nie uwzględniać czasu czytania z całego dnia. Niby drobiazg, ale sprawia, że ta funkcja w ogóle przestaje być użyteczna. Użyteczna nie jest też półka, czyli to miejsce, w którym zebrane są wypożyczane książki. Na czytniku da się coś stąd usuwać, ale jeśli zagląda się na swoje konto na stronie Legimi, można się pogubić w mieszaninie książek, które już przeczytaliśmy, po które dopiero zamierzamy sięgnąć i tych porzuconych w połowie. Jeśli długo korzysta się z Legimi i tych książek zdążyło się już trochę nazbierać, nie ma mowy o wygodnym przeglądaniu biblioteczki.

Sama strona też mogłaby być bardziej wygodna. Jest na przykład możliwość sortowania książek po dacie dodania. Sęk w tym, że nie wszystkie nowe w abonamencie książki pokazują się wśród tych najświeższych, a na początku i tak trzeba się przebić przez tych kilkanaście aktualnie promowanych. To dosyć kłopotliwe, dla kogoś, kto chce na bieżąco śledzić nowości. 

A skoro już o minusach mowa, to co jakiś czas zdarzają się awarie, podczas których na przykład nie działa synchronizacja w aplikacji albo nie da się pobrać książki. Problemem jest też to, że na czytniku aplikacja nie aktualizuje się sama. Jeśli jest duża zmiana, trzeba pamiętać, żeby pobrać nową wersję.

I tutaj docieramy do mojego największego zastrzeżenia do Legimi – słabo komunikują się z klientami. Brakuje dodatkowej osoby, która odpowiadałaby na pytania o nowości i zapowiedzi, informowałaby, kiedy kończy się licencja i jakaś książka wypadnie z abonamentu. Dawałaby znać, że Legimi trzyma rękę na pulsie i na przykład pracuje nad usunięciem awarii albo kombinuje, jak usprawnić działanie serwisu. Tak, jest tu pole do poprawy. Zobaczcie, jak dobrze robi to Publio.

Wiem, to dużo uwag, ale Legimi to naprawdę niezła usługa i głupio byłoby, gdyby potykała się o takie drobiazgi. Zalet ciągle jest więcej niż wad (przynajmniej wagowo), więc trzymam kciuki, żeby było idealnie!

Sześćdziesiąt procent e-booków. To co, Legimi, idziemy na sto?

Rok 2016 w pigułce

Kiedy dwa lata temu przygotowałam pierwsze podsumowanie czytelniczego roku, chciałam po prostu, żeby wyglądało inaczej niż to, co spotykacie na innych blogach. Miało być zwięźle i obrazowo, więc wszystko mozolnie policzyłam, przygotowałam wykresy, obliczyłam procenty.

Okazało się, że to świetna zabawa, więc rok później powstał podobny wpis, a ja ze zdziwieniem zauważałam, że czytam więcej beletrystyki niż literatury faktu albo że znacznie częściej sięgam po książki pisane przez mężczyzn. 

W tym roku jest szczególnie ciekawie, bo mogę już porównać dane z trzech lat i zauważam interesujące zmiany. Gotowi na odrobinę statystyk?

podsumowanie roku na blogu książkowym


Zacznijmy od największej różnicy. W 2014 roku trochę częściej wybierałam e-booki (48% moich lektur) niż audiobooki (29%) i książki papierowe (23%), w zeszłym roku z kolei wszystkich formatów było mniej więcej tyle samo. A w tym roku niespodzianka! E-booki wybiły się na prowadzenie i już ponad 60% lektur poznałam w wersji elektronicznej. Spodziewałam się, że tak będzie i jeszcze w styczniu opowiem Wam, skąd tak duża zmiana.

ebooki, audiobooki, książki papierowe
Podobnie jak w minionych latach łącznie literatury obcej było u mnie więcej niż polskiej, ale jeśli przyjrzeć się narodowości autorów to ponad 30% moich lektur napisali Polacy. W czołówce są też pisarze amerykańscy (24%) i brytyjscy (11%). Co z moją ukochaną Skandynawią? Poszczególne kraje nie są zbyt licznie reprezentowane, ale łącznie mogłyby trafić do pierwszej trójki (18%).

literatura polska, literatura obca

Rok temu żartowałam, że powinnam wprowadzić parytety w biblioteczce, bo aż 63% moich lektur napisali mężczyźni. Tym razem jest bardziej sprawiedliwie -- teraz tylko 54% to literatura męska. Ale muszę zaznaczyć, że to przypadek, bo ciągle wolę podział na dobrą i słabą literaturę, a to nie zależy od płci autorów.

literatura kobieca, literatura męska, dobra literatura
Sprawdziłam też oczywiście, jak często sięgałam po literaturę faktu. Jak zawsze jestem zaskoczona, że nonfiction to zaledwie 30% moich lektur i nawet uważne śledzenie nominacji do Nagrody im. Kapuścińskiego tego nie zmienia. Może to jakieś pole do poprawy na przyszły rok?

nonfiction, fiction, literatura faktu, literatura piekna
Co roku staram się wybrać najlepszą książkę, którą przeczytałam w minionych dwunastu miesiącach, nie zwracam przy tym uwagi na datę wydania. W 2014 roku był to reportaż W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa, w 2015 piękny Odpływ, a tym razem stawiam na Chłopczyce z Kabulu. 

Wybór oczywiście był trudny, bo wielkie wrażenie zrobił na mnie też Głód Martina Caparrosa, zachwycił Dostatek Michaela Crummeya, ale ostatecznie to właśnie do książki Jenny Nordberg najczęściej wracam myślami. 

książka roku 2016, Chłopczyce z Kabulu, Jenny Nordberg

Przeczytałam 98 książek (niektóre uchem), co daje ponad 34000 stron. Autorami, których książki wybierałam najczęściej byli Karl Ove Knausgard i Lois Lowry. Wiem też, że moją najkrótsza lekturą było Siedem dobrych lat Etgara Kereta, a najdłuższą Don Kichot z La Manchy (to akurat był audiobook). Na mojej liście był bardzo popularny Wielki Gatsby i dużo mniej znany Literacki almanach alkoholowy (to chyba znaczy, że powinnam o nim opowiedzieć na blogu).

To był dobry rok. A przyjemność z czytania? Tradycyjnie 100%

Odkąd Biblioteka Narodowa podała wynik najnowszego badania stanu czytelnictwa, wszędzie słychać zaniepokojone głosy: Polacy nie czytają. Fakt, nie czytają, ale jest nadzieja, że zaczną, bo Ministerstwo Kultury właśnie podjęło środki zaradcze. Powstał projekt Czytelniczej Specustawy Naprawczej, a wydawnictwa już pracują nad wcieleniem jej w życie. Ekruda dołączyła do grona blogerów, którzy objęli akcję patronatem i dziś ma przyjemność ogłosić najważniejsze założenia tego pomysłu.
czytelnictwo+, ustawa o czytelnictwie, ustawa o książkach
Pomysłodawcy ustawy zauważyli, że niepokojący stan czytelnictwa idzie w parze, ze zmianami, jakie zachodzą w nowoczesnych społeczeństwach. Ludzie mają nieustanny dostęp do Internetu, życie towarzyskie prowadzą na Facebooku, informacje zdobywają na Twiterze, a opinie wyrażają za pomocą memów. Naukowcy udowodnili już nawet, że siatki neuronalne ludzi urodzonych w dobie wszechobecnych komputerów różnią się od tych, które miały wcześniejsze pokolenia. Tacy ludzie inaczej myślą, koncentrują się i odbierają bodźce. Stąd wniosek, że nowy czytelnik potrzebuje dziś zupełnie innych książek. I właśnie takie nowe, przyjazne czytelnikom książki Ministerstwo Kultury planuje stworzyć. 

Najważniejsze założenia ustawy:

  • Książki powinny być wydawane w atrakcyjnych, przykuwających wzrok formach, a wydawca jest zobowiązany wyróżniać chwytliwe cytaty fontem, kolorem lub ramką, żeby ładnie prezentowały się na Instagramie.
  • Każda publikacja książkowa powinna być opatrzona streszczeniem, najlepiej w punktach, żeby czytelnik wiedział, czego może się spodziewać.   
  • Książki nie powinny być dłuższe niż 200 stron. Wydawca jest zobowiązany do bezwzględnego skracania książek, w szczególnych przypadkach dopuszcza się wydania dwutomowe (nie większe!). Dłuższe serie wydawnicze także powinny zostać okrojone, ponieważ dzisiejszy czytelnik nie potrafi już na tak długo skupić uwagi. 
  • Każda książka będzie odtąd wydawana w trzech wersjach: standardowej, przystępnej i bardzo przystępnej. Czytelnik będzie mógł łatwo rozróżnić je po specjalnych oznaczeniach na okładce i wybrać odpowiedni dla siebie poziom. Lektury szkolne dodatkowo będę miały również wersję rysunkową. Poniżej przykłady z Lalki Bolesława Prusa: 
    WERSJA STANDARDOWA: Mieszkanie posiadało wielkie zalety. Było suche, ciepłe, obszerne, widne. Miało marmurowe schody, gaz, dzwonki elektryczne i wodociągi. Każdy pokój w miarę potrzeby łączył się z innymi lub tworzył zamkniętą w sobie całość. Sprzętów wreszcie miało liczbę dostateczną, ani za mało, ani za wiele, a każdy odznaczał się raczej wygodną prostotą aniżeli skaczącymi do oczu ozdobami. Kredens budził w widzu uczucie pewności, że z niego nie zginą srebra; łóżko przywodziło na myśl bezpieczny spoczynek dobrze zasłużonych; stół można było obciążyć, na krześle usiąść bez obawy załamania się, na fotelu marzyć.

    WERSJA PRZYSTĘPNA: Mieszkanie w stylu skandynawskim. Podłączone media. Niektóre pokoje przechodnie. Umeblowane, niezagracone. Wysoki standard.

    WERSJA BARDZO PRZYSTĘPNA: Mieszkanie takie jak trzeba.
  • Zalecana długość zdań to nie więcej niż 140 znaków, żeby użytkownicy Twittera łatwiej przestawiali się na nowe lektury.
  • Dłuższe opisy, zwłaszcza opisy przyrody, powinny zostać skrócone. Poniżej przykład z Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej:
    PIERWOTNA WERSJA: Z jednej strony widnokręgu wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi na nich borkami i gajami; z drugiej wysoki brzeg Niemna piaszczystą ścianą wyrastający z zieloności ziemi, a koroną ciemnego boru oderżnięty od błękitnego nieba ogromnym półkolem obejmował równinę rozległą i gładką, z której gdzieniegdzie tylko wyrastały dzikie, pękate grusze, stare, krzywe wierzby i samotne, słupiaste topole. Dnia tego w słońcu ta piaszczysta ściana miała pozór półobręczy złotej, przepasanej jak purpurową wstęgą tkwiącą w niej warstwą czerwonego marglu. 
    WERSJA POPRAWIONA: Było pięknie.

Jak widać Czytelnicza Specustawa Naprawcza jest zupełnie innowacyjna i nawet państwa o wyższym poziomie czytelnictwa rozważają wprowadzenie podobnych rozwiązań. Szwedzki turysta, Knut Svensson, którego przypadkowo spotkałam na Rynku Głównym powiedział nawet, że obawia się, że z powodu naszej ustawy Szwecja straci wysoką pozycję wśród czytających społeczeństw.

Ciągle jednak trwają konsultacje społeczne, więc możecie podawać w komentarzach uwagi do projektu i propozycje zmian. Zbierzemy je i przekażemy Ministerstwu, bo propagowanie czytelnictwa leży w naszym dobrze pojętym interesie.

Mój marzec należy do Zośki Papużanki. Ledwie zdążyłam odłożyć jej najnowszą książkę On, a już pojawiła się szansa na kolejne spotkanie. Tym razem prawdziwe, na żywo. Nie mogłam tego przegapić i tak trafiłam do Księgarni Pod Globusem. Opowiadać?

zośka papużanka on Spotkanie poprowadziła Magda Miśka-Jackowska, ale trzeba przyznać, że zadanie miała łatwe, bo Zośka Papużanka jest tak charyzmatyczna i dowcipna, że rozmowa właściwie potoczyła się sama. Zaczęła się oczywiście od pytania, jak pisze się kolejną książkę po tak dobrym debiucie. Autorka opowiadała o tym, jak powstają jej książki, czy doświadcza niemocy twórczej i czy w ogóle przygląda się własnemu procesowi pisania. 

A jaką jest czytelniczką? Książkowy Śpik byłby zachwycony, bo Papużanka zdradziła, że czyta przede wszystkim w tramwajach. Jeśli domyśliliście się z jej prozy, jaką literaturę lubi, możecie dodać do tego informację, że pisze inaczej niż ci, których najbardziej podziwia. To raczej nie zaskakuje, w końcu jej atutem jest właśnie oryginalny styl!

zośka papużanka on spotkanie autorskieNajważniejszym tematem była oczywiście najnowsza książka. On stał się więc pretekstem do szkolnych wspomnień, do zabawnych uwag o słynnych butach relaks i do całkiem poważnych refleksji na temat macierzyństwa. Była też mowa o tym, czy w dzisiejszych szkołach dzieciom takim jak Śpik jest łatwiej.

zośka papużanka on spotkanie autorskie
Padło też pytanie, które zadają sobie wszyscy, którzy już przeczytali drugą książkę Zośki Papużanki – kiedy będzie trzecia! Dobre wieści są takie, że częściowo już jest. I udało się nawet wyciągnąć z autorki, że teraz najprawdopodobniej postawi na formę, która nie jest w naszej współczesnej literaturze szczególnie popularna. Brzmi intrygująco? Nic więcej nie zdradzę, wybierzcie się na kolejne spotkanie i sami zapytajcie.


PS Jeśli już czytaliście książkę o Śpiku i zastanawiacie się, kim był mężczyzna z taksówki, to może nie być ten, o którym myślicie, tylko ten drugi ;)

Rok 2015 w pigułce

I znowu koniec roku, czas rozliczeń. Ekruda lubi spoglądać za siebie, zwłaszcza kiedy jest zadowolona z tego, co zrealizowała. Dlatego też zrobiła tabelki, wykresy i niesłychanie poważne analizy. Teraz czarno na białym widać, co czytała w 2015 roku i co zmieniło się od poprzedniego podsumowania. 

podsumowanie, blog o książkach, ekruda

W 2015 roku Ekruda przeczytała 91 książek. Najczęściej sięgała po e-booki, ale audiobooki i bookbooki nie pozostawały daleko w tyle. W zeszłym roku najmniej było książek papierowych, teraz wszystko się wyrównało. Widzicie? Dla Ekrudy naprawdę nie ma znaczenia, w jakiej formie czyta.

e-booki, audiobooki, książki papierowe, statystyki

Literatura zagraniczna niezmiennie wygrywa z polską, ale jeśli przyjrzeć się narodowości autorów, Ekruda najczęściej wybierała  książki naszych rodaków. Na drugim miejscu znowu byli pisarze ze Stanów Zjednoczonych, a Skandynawia (szeroko rozumiana) na trzecim.

statystyki czytelnictwa, literatura zagraniczna, literatura polska


Nie zmieniło się też to, że Ekruda częściej sięga po książki pisane przez mężczyzn, ale ciągle wierzy, że literatura wcale nie ma płci. A może powinna wprowadzić do swojej biblioteczki parytety? 

statystyki czytelnictwa, literatura kobieca, literatura męska

Ekruda zawsze uważała się za wielbicielkę literatury faktu. Była bardzo zaskoczona, kiedy zobaczyła, że 77% jej lektur to jednak fikcja!

statystyki czytelnictwa, fiction, non-fiction

A jakie książki najbardziej podobały się Ekrudzie w 2015 roku? Trudno było wybrać trzy najlepsze, bo to był doskonały czytelniczo czas. W końcu na podium trafiły trzy perełki (rok wydania nie miał znaczenia):


Na  pierwszym miejscu Odpływ Larsa Saabye Christensena w doskonałym przekładzie Iwony Zimnickiej. Na drugim miejscu noblistka, Swietłana Aleksijewicz i Czasy secondhand, a na trzecim szwedzki reportaż Mężczyzna z laserem Gellerta Tamasa. Znacie wszystkie typy Ekrudy?

W 2015 roku na blogu pojawiło się więcej recenzji, zaczął się nowy cykl, a Ekruda była Waszą samozwańczą wysłanniczką na Conrad Festival. Ale na koniec coś, co się od ostatniego roku nie zmieniło. Wszystkie te liczby i statystyki nie są ważne. Najważniejsza jest radość czytania, a tej w tym roku Ekrudzie nie brakowało! 

statystyki czyelnictwa, blog o książkach


Dobrymi treściami zawsze przyjemnie się dzielić, więc w dzisiejszej Trójce Ekrudy znajdziecie adresy pod które warto zajrzeć. Jest oczywiście więcej ciekawych miejsc, w które zaglądam, ale dziś wybrałam trzy z wieczystą gwarancją jakości.

trójka ekrudy, blogi o książkach, warto czytać

Strona 17

Jeśli Strona 17 kusi hasłem "książki wysokiego lotu", to nie przesadza ani odrobinę. Każda książka dostaje tam swoje niepowtarzalne, pomysłowe zdjęcie i ciekawy cytat. Wszystko ze sobą gra, nie ma przypadku. Dobrze przemyślana sprawa. Gdybym była książką, chciałabym, żeby Strona 17 mnie sfotografowała. 

Strona 17 na Facebooku i na Instagramie


Oświaty kaganiec

A czym kusi Oświaty kaganiec? Błyskotliwą zabawą słowami, mądrym spojrzeniem na świat i poczuciem humoru. O życiu, o literaturze. Czekam na każde Echo tygodnia, każdy wpis mogłabym polecić, więc polecam całość.

Wchodzi się tędy, ale Oświaty kaganiec jest też na Facebooku i nawet na Instagramie.


Ma_Ruda czyta

Ma_Ruda czyta, a potem albo marudzi, albo chwali. Zawsze z sensownym uzasadnieniem! W jej biblioteczce jest sporo literatury faktu, ale znajdą się też kryminały. A w związku z tym, że często Ma_Ruda i Ekruda czytają to samo i mają podobne zdanie, polecam jeden z tekstów, pod którymi mogłabym się podpisać.  

Idźcie poma_rudzić, albo zajrzyjcie na fanpage.
  
  
I już. Zajrzyjcie, polubcie, odwiedzajcie, jako i ja odwiedzam. A ja całej trójce dziękuję! Dobra robota, świetnie się Was czyta.

Na początku lipca pisałam o blogerskiej inicjatywie – zbiorze trzydziestu recenzji książek polecanych na wakacje. Jeśli jeszcze ich nie czytaliście, ciągle możecie pobrać bezpłatny pdf. Każdy znajdzie w nim coś ciekawego, bo pisaliśmy o książkach należących do różnych gatunków, o klasyce i nowościach, o lekkich czytadłach i lekturach bardziej wymagających. Lato ciągle trwa, więc może jeszcze będziecie szukać pomysłów na wakacyjne lektury. Polecam 30 książek na wakacje!

książki na wakacje, książki na lato, co czytać, blog o książkach

A ci, którzy już poradnik pobrali i wzięli udział w konkursie, będą zainteresowani wiadomością o wyniku: wygranej gratulujemy Karolinie Czwojdzińskiej.

Dziękuję za zabawę! Może powtórzymy to za rok? 

The Name Book Tag

Pora na odrobinę rozrywki z książkami w tle. Lolanta, która króluje na jednym z moich ulubionych blogów – Lolanta czyta, nominowała mnie do popularnego ostatnio The Name Book Tag. Zabawa polega na dopasowaniu tytułów książek do liter własnego imienia. Niby nic wielkiego, ale każdy pretekst jest dobry, żeby porozmawiać o literaturze. 

Wybrałam książki, na które szczególnie chciałabym zwrócić Waszą uwagę. O większości z nich pisałam już na blogu i znajdziecie tu przekrój moich zainteresowań – reportaże, skandynawskie powieści, kryminały i nawet coś z fantastyki. Zaczynamy?

the name book tag, blog książkowy, recenzje, co czytać


M
Mężczyzna z laserem Gellerta Tamasa to jeden z moich ulubionych reportaży. Opowiada o człowieku, który siał postrach wśród imigrantów w Szwecji w latach dziewięćdziesiątych. Od tamtych wydarzeń minęło już sporo czasu, ale książka niestety ciągle jest aktualna. Tamas poruszył w niej tematykę nienawiści na tle narodowościowym i rasowym, a to dziś może nas interesować szczególnie ze względu na rosnące zagrożenie terrorystyczne. Ale nie obawiajcie się, Mężczyznę z laserem czyta się bardzo dobrze, na pewno się nie wynudzicie! 

A
Amerykaana Chimamandy Ngozi Adichie to mój plan czytelniczy na najbliższe dni. Ta pisarka chyba nie jest jeszcze w Polsce zbyt popularna, ale zdaje się, że to zaczyna się zmieniać. Najwyższy czas, skoro możemy już przeczytać po polsku kilka książek jej autorstwa. Amerykaana opowiada o miłości, tożsamości i przynależności rasowej, zapowiada się naprawdę interesująco. Niebawem napiszę o niej więcej, a na razie podrzucam linki do opisów na Lubimyczytać.pl i Goodreads. 

Ł
Bardzo długo szukałam w swoich zbiorach książki na tę literę. Znalazłam tylko jedną, w dodatku jeszcze nie przeczytaną – Łaskawe Jonathana Littella. Czytaliście ją już? A może chcielibyście polecić mi coś innego, co zapełniłoby lukę pod literą ł?

G
Gdziekolwiek mnie rzucisz. Wyspa Man i Polacy Dionisiosa Sturisa to reportaż, który polecałam na początku roku. Bardzo ciekawa opowieść o mało znanej wyspie na Morzu Irlandzkim i o Polakach, których los właśnie tam rzucił. Warto zwrócić uwagę na tę książkę, bo Sturis zawarł w niej kawałek siebie, pisał z sercem i da się to wyczuć. Podejrzewam, że możemy o niej znowu usłyszeć przy okazji kolejnej edycji Nagrody im. Kapuścińskiego.  

O
Jeśli o, to Obsoletki Justyny Bargielskiej, a jeśli już Bargielska, to i Małe lisy. To moje dwie książki specjalne. Nie mam z tą pisarką podobnych doświadczeń, ale mam chyba podobną wrażliwość. Te teksty mnie miażdżą i kradną całą uwagę. Wiem, że nie wszystkim się podobają, więc sprawdźcie, jak podziałają na Was.

R
Rury Etgara Kereta musiały się znaleźć na tej liście, bo są genialne. To zbiór opowiadań poważnych i zabawnych na zmianę. Własnie to podoba mi się najbardziej – Keret wystrzega się patosu, nawet pisząc o sprawach tak poważnych jak konflikt izraelsko-palestyński. Nie uświadczycie u niego pustych frazesów, znajdziecie za to trafne spostrzeżenia, zaskakujące pomysły, absurd i dokładnie tyle słów, ile potrzeba. 

Z
Zmierzch! Tak, dobrze widzicie. Nie, nie ten najsłynniejszy. Na Ekrudzie jedynym prawdziwym Zmierzchem jest ten napisany przez Johana Theorina. Ta książka towarzyszyła rozkwitowi mojej przerośniętej fascynacji Skandynawią i może właśnie dlatego od lat wszystkim ją polecam. Od Zmierzchu zaczyna się kwartet olandzki – cykl powieści z ciekawym wątkiem kryminalnym i dobrym tłem obyczajowym. Nie można czytać skandynawskich kryminałów i nie znać Theorina, to straszny grzech!

A
A skoro o Skandynawii mowa, zwróćcie uwagę na starą norweską sagę A lasy wiecznie śpiewają Trygvego Gulbranssena. Czytywało się tę książkę przed laty w Polsce, czytuje się ją i dziś na całym świecie. Dla mnie jest to odrobinę staroświecka, ale ciągle przyjemna lektura, kwintesencja surowej Północy. 

T
To ona napisała Mary Poppins. Życie P.L. Travers to świetna biografia napisana przez Valerie Lawson. Polecam ją gorąco, bo wszyscy znamy książki o Mary, a nazwisko autorki kojarzy niewielu. P.L. Travers była niezwykle ciekawą postacią i na pewno warto dowiedzieć się, ile ze swojego życia przełożyła na literaturę. Do kompletu polecam też uroczy film o tej pisarce – a może oglądaliście już Ratując pana Banksa? 

A
Na koniec zostawiłam Neila Gaimana i wspaniałą książkę Amerykańscy bogowie. To rzecz imponująca, tak bogata w nawiązania do najróżniejszych mitologii, że nie sposób za pierwszym razem wychwycić wszystkich. Czytając, nie tylko doskonale się bawiłam, bardzo dużo się też nauczyłam, bo szybko okazało się, że muszę poszerzyć swoją wiedzę o wierzeniach z różnych stron świata. I własnie po tej książce Gaiman dołączył do moich ulubionych pisarzy.

Pora na nominacje – do zabawy zapraszam Dominikę z Dosiakowego Królestwa, Joannę z Co czyta Malita i Tigerlily z Qlturoom, jeśli tylko macie ochotę się przyłączyć.

To już wszystko, więcej książek nie uda mi się przemycić. Które znacie? A które chcielibyście dopiero przeczytać? 

Co czytać w wakacje

Dziś zamiast recenzji niespodzianka dla tych, którzy ciągle jeszcze zastanawiają się, co czytać latem. Specjalnie dla Was powstał poradnik 30 książek na wakacje, zbierający recenzje urlopowych lektur polecanych przez blogerów. Znajdziecie tam książki z różnych półek – powieści obyczajowe, kryminały, romanse, czego dusza zapragnie. Nowości i zawsze dobrą klasykę, bestsellery i książki mniej znane, słowem wszystkiego po trochu. 

Wśród tych tekstów jest oczywiście i mój, napisany właśnie na tę okazję i jeszcze niepublikowany na blogu. Polecam w nim lekturę obowiązkową dla każdego żeglarza, doskonałą dla poszukiwaczy przygód i wielbicieli morskich opowieści, klasykę polskiej literatury marynistycznej. Wiecie już, co to za perełka? 

Jeśli jesteście ciekawi tego i innych tekstów, tutaj możecie za darmo pobrać 30 książek na wakacje w formacie pdf.

Co czytać w wakacje, najlepsze książki na lato, blog książkowy


Ale to nie wszystko! Jeśli macie jeszcze trochę miejsca w walizkach, spróbujcie zapełnić je lekturami wygranymi w konkursie Zabierz książkę na wakacje przygotowanym przez organizatorki całej akcji – Ewę i Monikę. Szczegółowe informacje o zasadach i nagrodach znajdziecie pod tym linkiem.


Powodzenia!

Dziś ostatnia porcja pytań z serii Liebster Blog Award. Tym razem rządzi Hadyna, która rozkminia tutaj. Zajrzyjcie do niej koniecznie, ale najpierw zobaczcie, jakie interesujące pytania przygotowała:

blog książkowy, recenzencki, o książkach, liebster blog award

1. Jakie są Twoje najwcześniejsze wspomnienia związane z czytaniem?
Chyba uczyłam się czytać przy kuchennym stole, bo właśnie on przychodzi mi teraz na myśl. Mama pichcąca coś w pobliżu, żółty obrus na stole. Ale książki, którą wtedy próbowałam przeczytać, kompletnie nie pamiętam.

2. Czy masz jakąś książkę z dzieciństwa, którą czytałaś co najmniej kilka razy?
O, mam mnóstwo takich książek! Astrid Lindgren panowała w mojej biblioteczce, więc Dzieci z Bullerbyn i Dzieci z ulicy Awanturników były najbardziej zaczytane. Pamiętam też cudne, momentami mroczne Baśnie czeskich dzieci. Ale chyba najchętniej wracałam do przezabawnej książeczki przygodowej Menażeria kapitana Ali Ludwika Jerzego Kerna. Muszę ją odnaleźć i sprawdzić, czy to naprawdę było tak śmieszne!

3. A książka, którą najbardziej się ekscytowałeś dorastając?
Nie jedna książka, a cały ich cykl – Jeżycjada! Jak ja się złościłam, że Małgorzata Musierowicz tak wolno pisze. Dziś już te książki nie wydają mi się tak interesujące, a z pisarskiego rodzeństwa wolę Barańczaka, ale kiedyś Tygrys, Róża, Nutria i pozostali Borejkowie niemal należeli do mojej rodziny.

4. Czy jest taka książka, która otworzyła ci oczy na nowo?
Książki, które otwierają mi oczy to reportaże Jeana Hatzfelda i Elisabeth Åsbrink. Kto czytał Strategię antylop, Nagość życia czy W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa, zrozumie, co mam na myśli, bo chyba nie da się przejść obok nich obojętnie.

5. Czy czytasz w innych językach?
Czytam po angielsku i uparcie pracuję nad tym, żeby czytać po szwedzku. Mam nadzieję, że uda mi się dopiąć swego! Teraz dziwię się, że tak późno wpadłam na to, że niektóre książki lepiej czytać w oryginale i staram się regularnie odwiedzać Oddział zbiorów obcojęzycznych w mojej bibliotece.

6. Czy jest taki autor, na którego książkę zawsze się ucieszysz?
Jeśli wyjdzie nowa książka Herty Müller, Hiromi Kawakami, Johana Theorina, przynoście w ciemno, na pewno się ucieszę! 

7. W jakiej pozycji i gdzie najbardziej lubisz czytać?
Najczęściej czytam na kanapie, na drugim miejscu jest wanna z gorącą i pachnącą wodą, czasami leżak na balkonie, a kiedy czytam coś wymagającego, siedzę na twardym kuchennym krześle. Wydaje mi się, że mogłabym czytać gdziekolwiek, bo zdarzało mi się już zaczytywać podczas mycia zębów, ale najprzyjemniej jest właśnie na kanapie.

8. Do świata której książki najbardziej chciałabyś się przenieść?
To jasne, do Narnii! Ale mogę zahaczyć o Dolinę Muminków.

9. Z którym bohaterem literackim chętnie byś się spotkała?
Ze Smillą z książki Petera Høega. Silna, intrygująca postać. Jestem nią zafascynowana!

10. A z którym autorem chciałabyś się umówić na kawę?
Z Johanem Theorinem, może namówiłabym go, żeby napisał jeszcze coś, co działoby się na Olandii. No i mogłabym w końcu wypróbować te wszystkie szwedzkie zdania, które sobie układam w myślach.

11. Co ciekawego przeczytałabyś w rozkminach u Hadyny?
Cokolwiek przeczytam, będzie ciekawe, bo musicie wiedzieć, że Hadyna często zaskakuje mnie książkami, które niekoniecznie byłyby moim pierwszym wyborem. W dodatku wygląda na to, że popkulturę ma w małym paluszku i wiele traci ten, kto jej nie zna.

I to już koniec, Trzydzieści trzy pytania się wyczerpały. Wszystko jasne i nie mam już żadnych tajemnic. To co? W drogę do Narnii?

Nadszedł czas na kolejną odsłonę Liebster Blog Award. Tym razem jedenaście pytań zadała Ola. Jeśli jeszcze jej nie znacie, zanotujcie adres Książek Oli, bo przyda Wam się, kiedy będziecie szukać dobrej literatury albo zechcecie poczytać o wymarzonych podróżach. Pytania Oli to nie lada wyzwanie, zobaczcie sami:

liebster blog award, o książkach, ekruda

1. Która książka kojarzy ci się z domem rodzinnym?
Mnóstwo książek kojarzy mi się z domem. Po pierwsze te, z którymi widziałam rodziców – Archipelag GUŁag Sołżenicyna, Gai-Jin Clavella, Komu bije dzwon Hemingwaya i inne duże tytuły. Potem przychodzą mi na myśl książki, które podsuwano mi, kiedy już rozhulałam się czytelniczo – Tajemniczy ogród Frances Hodgson Burnett, Dwa lata wakacji Juliusza Verne'a i, nie wiedzieć czemu, Za chlebem Sienkiewicza.

W naszym domu zawsze były książki i nawet mój książkowy zakupoholizm zawdzięczam mamie, która uparcie powtarzała, że na książkach się nie oszczędza. Dzięki, Mamo! Pogadamy pod koniec miesiąca.

2. Czy pamiętasz ten moment, gdy stwierdziłaś, że książki to twoja największa pasja?
Odkąd pamiętam, czytałam opętańczo, więc trudno powiedzieć, kiedy to się zaczęło. Przyjmijmy, że w podstawówce, kiedy odkryłam szkolną bibliotekę i zaczęłam wynosić z niej, co się dało. Wszystko oddałam, gdyby ktoś miał wątpliwości.

3. Jaka rolę pełnisz w blogosferze?
To najtrudniejsze pytanie. Po przemyśleniu powiedziałabym, że jestem blogowym tropicielem. Tropię dobre książki na cudzych blogach i skrupulatnie notuję na swojej liście. Sama próbuję trochę urozmaicić blogosferę, przemycać od czasu do czasu książki trochę bardziej wymagające, ale ciągle dla ludzi. Jakieś reportaże, książki, które nawet nie zbliżyły się do listy bestsellerów i audiobooki. O tak, czuję się ambasadorką audiobooków. 

4. Czym pisarz może ci naprawdę zaimponować?
Łatwiej odpowiedzieć na pytanie, czym na pewno mi nie zaimponuje – liczbą napisanych książek. A zaimponować mógłby mi, dokonując czegoś nowatorskiego. Ostatnio zaimponował mi właściwie nie pisarz, a wydawnictwo, które wydało jedną książkę (Anglicy na pokładzie) przetłumaczoną przez dwudziestu jeden tłumaczy. Muszę ją w końcu kupić i sprawdzić, czy to rzeczywiście dobra metoda.

5. Czy jest taka książka, której nie pozwoliłabyś przeczytać swojemu dziecku?
Nie, wszystko można przeczytać, ale warto wybrać dobry moment. 

6. Którą z Twoich książek uważasz za najpiękniej wydaną?
Pierwsza to Hakawati. Mistrz opowieści. Wydał ją Znak w 2009 roku. Nie jest to może spektakularne wydanie, ale jedno z bardziej starannych. Ma też szczególnie dobrze dopasowaną do treści obwolutę i elegancką okładkę, a na to zwracamy uwagę na samym początku.

Druga to Wroniec Jacka Dukaja przygotowany przez Wydawnictwo Literackie. W środku znajdziecie piękne ilustracje Jakuba Jabłońskiego, bez których ta książka nie byłaby tym samym.

Pewnie nie spodziewacie się tego, ale na koniec zostawiłam podręcznik. Tak, tak, to nie pomyłka. Jeden z moich skarbów to Typografia książki. Podręcznik projektanta. Ta książka nie mogłaby być niechlujnie wydana, skoro przygotowali ją prawdziwi specjaliści od typografii.

liebster blog award, najpiękniejsze książki, piekne okładki


7. Który współczesny pisarz polski według ciebie rokuje największe nadzieje?
Łukasz Orbitowski, choć nie wiem, czy tu jeszcze może być mowa o rokowaniu, bo on już te nadzieje spełnia. Spójrzcie na Szczęśliwą ziemię. Tej książce już niczego nie brakuje, prawda? A przecież wcześniejsze Tracę ciepło też było niczego sobie.

8. Którą książkę przeczytałaś najwięcej razy i dlaczego do niej wracasz?
Zdarzyło mi się wracać do Stu lat samotności albo do Mistrza i Małgorzaty, ale najczęściej wracam jednak do maleńkiego tomu poezji Udźwignąć własne szczęście Zuzanny Ginczanki. Dlaczego? Bo chcę sprawdzić, czy tak samo te książki odczytam po przerwie. Bo chcę przypomnieć sobie, co mi się w nich podobało. Bo lubię.

9. Jaki humor cię śmieszy? Czy pamiętasz jakąś naprawdę zabawną scenę książkową?
To od nastroju zależy, co mnie śmieszy, ale pewne jest, że podziała  komizm językowy, bo uwielbiam bawić się słowami. Ale czasami bawi mnie też takie nagromadzenie absurdów, jakie można znaleźć w książkach Jonasa Jonassona.
A ostatnio rozśmieszył mnie do łez Timur Vermes na początku On wrócił, ale chyba będziecie musieli przeczytać książkę, bo scena wyjęta z kontekstu nie będzie już tak zabawna.

10. Która książka zrobiła w tym roku na tobie naprawdę duże wrażenie?
W tym roku były to książki Larsa Saabye Christensena, ale Ola pytała właściwie o zeszły rok. W podsumowaniu wymieniłam wtedy trzy książki: W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa, Małe lisy i Zdobywam zamek. Trzy książki z zupełnie różnych półek – dla każdego coś dobrego.

11. Jaką książkę chciałabyś dostać w prezencie?
Lada chwila pojawi się drugi tom Mojej walki Knausgårda. To byłby mój wymarzony prezent i założę się, że macie podobnie.

To już wszystko, co chciała wiedzieć Ola, a za tydzień władzę nad zabawą przejmują Rozkminy Hadyny. Będzie się działo.

A Wy? Zastanawialiście się, jaką rolę pełnicie w blogosferze?

Słyszycie chrupanie? To wyrzuty sumienia mnie gryzą! Bo są w książkowej blogosferze trzy niezwykle cierpliwe osoby, które nominowały mnie do Liebster Blog Award i ciągle nie złoszczą się, że tak długo kazałam im czekać na odpowiedzi. Zanim wpiszą mnie na czarną listę, kajam się i odkurzam pytania, które zadały. Łącznie są to trzydzieści trzy pytania, więc podzielę zabawę na odcinki. Dziś bawimy się z Kaye! Znacie jej Notatnik? Jeśli nie, zajrzyjcie koniecznie, bo Kaye pisze o wartościowych książkach, które nie zawsze pojawiają się na innych blogach.

liebster blog award o książkach, blog książkowy

Właściwie mogłabym zacząć od dawno, dawno temu, bo Kaye czeka już bardzo długo. Pytała o blogosferę i oczywiście o książki. Zaczynamy?

1. Czy prowadzenie bloga zmieniło w jakikolwiek sposób twoje nawyki czytelnicze?
Nie, bo nadal czytam to, co chcę i kiedy chcę. Ciągle najważniejsza jest dla mnie przyjemność czytania i blog w tym absolutnie nie przeszkadza.

2. Co najbardziej lubisz w blogowaniu o książkach?
Poznałam kilka wspaniałych, kreatywnych osób, na które nigdy bym nie trafiła, gdyby nie blog. Ludzie to największa zaleta blogowania.

3. Czego najbardziej nie lubisz w książkowej blogosferze?
Nie lubię blogowych awantur, które wracają cyklicznie i psują zabawę. Ale na szczęście da się je skutecznie omijać.

4. Jakie trzy książki, od których lektury trudno było cię oderwać, mogłabyś polecić?
I tutaj pojawia się problem, bo trudno wskazać tylko trzy. Spójrzcie na listę moich ulubionych książek na lubimyczytać.pl – jest ich tam naprawdę dużo. Ale jeśli trzeba wybrać, dziś poleciłabym Zmierzch Johana Theorina, Nadepnęłam na węża Hiromi Kawakami i Mężczyznę z laserem Gellerta Tamasa. Każda z innej półki, ale każda ma coś w sobie.

5. Jaka jest twoja ulubiona sentencja o książkach/czytaniu?
Chyba nie mam ulubionej sentencji o czytaniu, ale jedno zdanie o pisaniu pamiętam od lat. Woody Allen powiedział, że jedynym gatunkiem literackim, którego uprawianie naprawdę się opłaca jest żądanie okupu. Podejrzewam, że wielu pisarzy mogłoby się z tym zgodzić.

6. Jakiego rodzaju książek raczej nie czytasz i dlaczego?
Raczej nie czytuję tego, co nazywa się teraz literaturą kobiecą. Często są to po prostu bardzo słabo napisane, naiwne książki. Jeśli już czytać romanse, to jakieś klasyczne – choćby książki Jane Austen czy urocze Zdobywam zamek Dodie Smith. Ale zwykle staram się po prostu wybierać ciekawe lektury niezależnie od gatunku.

7. Czy zdarza ci się kupować kilka wydań tej samej książki?
Nie, ale troszeczkę kusi, żeby skompletować taką serię – klik.

8. Ukochana książka z dzieciństwa to...
Najukochańsza książka z dzieciństwa to Opowieści z Narnii. Czytałam nocami, ziewałam w szkole i do dziś pamiętam tamten zachwyt.

9. Jaki jest twój czytelniczy "wyrzut sumienia", czyli książka, którą wypada znać, a ty jej jeszcze nie czytałaś?
Mam dużo takich książek, które należą do klasyki i bardzo chciałabym je w końcu przeczytać. Największy wyrzut sumienia to Czarodziejska góra Manna, zaczynałam już kilka razy i zawsze odkładałam. Może w końcu w tym roku uda mi się z nią uporać.

10. Jaką książkę teraz czytasz?
Po Odpływie i Hermanie przyszła wreszcie pora na słynnego Półbrata Larsa Saabye Christensena. Czytam, zachwycam się i zapamiętuję takie cacka jak przetchlinka strachu, czyli ten nagły śmiech, który rozładowuje wielkie napięcie.

11. Która z adaptacji filmowych dzieła literackiego cię zawiodła i dlaczego?
Właściwie każda. Jeśli najpierw przeczytam książkę, jest wysoce prawdopodobne, że adaptacja mnie rozczaruje. Jedyny film, który był lepszy niż książka to Dziennik Bridget Jones, ale to nie było trudne, bo książka niespecjalnie mi się podobała.

To już wszystkie pytania Kaye, której jeszcze raz pięknie dziękuję za nominację! Za tydzień bawimy się z Olą i już się cieszę na jej pytania.

To jak to jest? Co Wy najbardziej lubicie w blogosferze?

Czas na wyjaśnienia. Jak niektórzy z Was się domyślili, wspaniała książka, o której pisałam wczoraj, nie istnieje, a cały tekst był primaaprilisowym żartem. 

Zmyśliłam wydawnictwo, książkę, pisarkę i panią tłumacz. Co więcej, zmyśliłam całą wyspę Toteele i nic mi nie wiadomo o istnieniu diabłów indyjskich (Sarcophilus indicus). Niestety nie ma też zakładek ze spilśnionych włókien toteelijskiego łubinu.

Okładka jest dziełem bardzo zdolnego artysty*, a poruszający cytat ze strony 83 to mistyfikacja. Ale spokojnie - Ocean Indyjski i Port Louis to już nie moja sprawka.


prima aprilis, reportaż, żart,

Mam nadzieję, że bawiliście się tak dobrze jak ja i choć trochę żałujecie, że nie można uciec na Wyspę Małych Diabłów! Co by tu wymyślić na przyszły rok? :)

* Propozycje współpracy dla utalentowanego grafika proszę wysyłać na adres widoczny po prawej.

Obsługiwane przez usługę Blogger.