Wielkimi krokami zbliża się czas, kiedy poznamy najlepszą piątkę ósmej edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki. To chyba ostatnia chwila, żeby wystawić na próbę intuicję i wytypować własnych finalistów! Zaczynamy?

Najlepsze reportaże: Caparros, Boni i Kopińska.

Głód, Martín Caparrós

reportaż Głód, Martin Caparros
Książka Caparrósa to monumentalny reportaż o głodzie. Argentyński pisarz przemierzył świat tropem ubóstwa i niedożywienia. Niger, Indie, Bangladesz, Stany Zjednoczone, Argentyna, Sudan Południowy, Madagaskar – wszędzie tam badał mechanizmy, które idą w parze z głodem. Pytał o przyczyny nierówności, towarzyszył ludziom, którzy próbują z nią walczyć, próbował zrozumieć, jak myślą najbiedniejsi. Chciał wiedzieć, dlaczego ciągle nie umiemy skutecznie zapobiegać śmierci z niedożywienia. 

Przeprowadził mnóstwo rozmów, przytoczył ogrom liczb, niewygodnych  faktów i pokazał, że historia ludzkości to równocześnie historia głodu.

Ta książka zawstydza. Jest jednym wielkim pytaniem:
Jak, do diabła, możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy*?
Martín Caparrós, Głód, Wydawnictwo Literackie 2016. 

Polska odwraca oczy, Justyna Kopińska

reportaż Polska odwraca oczy, Justyna Kopińska
Czytelnicy Justyny Kopińskiej jak jeden mąż powtarzają, że ta książka boli. Nie mogłoby być inaczej skoro, autorka odważnie odkrywa wszystko to, co w naszym kraju straszne, brzydkie lub wstydliwe. To trochę tak jakby Kopińska wstawiała się za krzywdzonymi i zdejmowała z nas jakiś fragment bezsilności, którą czuje się w starciu z silniejszym. Bo może nie jesteśmy jednak do końca bezradni wobec wszelkiej maści oprawców, skoro jest ktoś, kto potrafi obnażyć ich winy?

Polska odwraca oczy to świetnie napisane reportaże o ludziach, którzy wykorzystują przewagę, o chorych zależnościach, bałaganie, łamaniu procedur i nieskutecznym wymiarze sprawiedliwości. Jeśli jest coś, co nie podoba wam się w naszym kraju, możecie być pewni, że Kopińska wyciągnie to na światło dzienne. Bezkompromisowe, wyraziste w formie, rozprawianie się z bylejakością. 

Justyna Kopińska, Polska odwraca oczy, Świat Książki 2016.

Ganbare! Warsztaty umierania, Katarzyna Boni

reportaż Ganbare! Katarzyna Boni
Na koniec zostawiłam perełeczkę, przepięknie napisane Ganbare! Warsztaty umierania. Ta książka to niemal poezja pod płaszczykiem reportażu. Bo to przecież nie lada sztuka pisać o tragicznych wydarzeniach  – trzęsienie ziemi, tsunami i wybuch w elektrowni jądrowej – wymieszać katastrofę, smutek, odrobinę magii i uniknąć banału, nie wpaść w kicz. A Boni potrafiła napisać subtelny reportaż, który porusza do trzewi.

Jest tylko jedna wątpliwość, która towarzyszy tej książce. Autorka przyznała, że ze względu na styl usunęła przypis z oznaczeniem źródła cytatu. To nie powinno się wydarzyć, a jury pokazywało już, że przywiązuje wagę do rzetelności nominowanych reportaży, więc cena za ten błąd może być wysoka. Byłoby szkoda, gdyby tak oryginalna książka straciła szansę na finał! Co o tym myślicie?

Katarzyna Boni, Ganbare! Warsztaty umierania, Agora SA 2016.

Gdybym to ja mogła decydować, o Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego walczyłyby tym razem właśnie te książki. Oprócz nich Wojna umarła, niech żyje wojna Eda Vulliamy'ego i oczywiście Bieżeństwo 1915, które ostatecznie nagrodziłabym w finale. A nagrodę dla autora przekładu przyznałabym Marcie Szafrańskiej-Brandt, która przetłumaczyła Głód.

O! Tak to sobie wymyśliłam. A jak wyglądałby Wasz finał? Puśćcie wodze wyobraźni, jury utemperuje ją dopiero piątego kwietnia.


Chcecie więcej?
Inne teksty o Nagrodzie im. Ryszarda Kapuścińskiego
Strona Nagrody  

* To pytanie zresztą całkiem dosłownie co rusz powraca na kartach książki.

W Trójce Ekrudy pierwszy raz mowa o poezji. Ba, w ogóle na Ekrudzie wcześniej nie pojawiały się wiersze. Ale dziś jest wyjątkowa okazja i trzeba ją uczcić – setna rocznica urodzin Zuzanny Ginczanki.

Słyszeliście wcześniej o Ginczance? Była utalentowaną polską poetką*, należała do tak zwanego drugiego pokolenia Skamandrytów. Pamiętacie te opowieści o warszawskich kawiarniach, w których spotykała się artystyczna cyganeria dwudziestolecia międzywojennego? W Małej Ziemiańskiej u boku Tuwima, w Zodiaku z Gombrowiczem – Ginczanka należała do tego szalonego towarzystwa.

Wiersze Zuzanny Ginczanki ukazywały się w Wiadomościach Literackich, potem w Szpilkach, w końcu w pierwszym (i jedynym) tomie O Centaurach. Młodziutka poetka zapowiadała się wspaniale. Co było dalej? Druga wojna światowa. Ginczanka została rozstrzelana w 1944 roku w Krakowie, miała wtedy zaledwie dwadzieścia siedem lat.

trójka ekrudy, poezja, zuzanna ginczanka

Twórczość Ginczanki dopiero się kształtowała, były tam wiersze słabsze, były i literackie perełki. Można jednak, za przykładem Izoldy Kiec**, wyróżnić kilka okresów, w których poezja Zuzanny Ginczanki zmieniała się i dojrzewała. Wybrałam trzy wiersze, które reprezentują różne etapy: od poezji radosnej, pachnącej Skamandrem przez tę poszukującą własnej drogi, przeczuwającą już nieszczęście, ale ciągle jeszcze przeplataną satyrą spod znaku Szpilek aż po dojrzałą, pogodzoną z nadchodzącą katastrofą.

MITOLOGIA RADOSNA

Jak Atlas dźwigam hardo na barkach własne niebo –
wzwyż się przedłużam pionem:
azotu –
pary –
tlenu –
barometr serca krew ciśnie jak rtęćne srebro,
by zmierzyć ciężar szczęść
na skali pulsu przemów;

lecz nie znam wcale cyfr, o których cyrkle prawią
i nie znam wcale liczb barometrycznych ciśnień,
gdy nocą brzemię nieb
w konarach
moich
ramion
zakwita jaśnią gwiazd jak drobnokwietną
wiśnią –

To jest nie lada sztuczka:
udźwignąć własne szczęście –
radośnie,
świętokradzko
nie ugiąć się pod niebem –
– jak Atlas dźwigam hardo na barkach siną przestrzeń,
na której słońce z miedzi
jaskrami
znaczy
przebieg. –

WYJAŚNIENIE NA MARGINESIE

Nie powstałam
z prochu,
nie obrócę się
w proch.
Nie zstąpiłam
z nieba
i nie wrócę do nieba.
Jestem sama niebem
tak jak szklisty strop.
Jestem sama ziemią
tak jak rodna gleba.
Nie uciekłam
znikąd
i nie wrócę
tam.
Oprócz samej siebie nie znam innej dali.
W wzdętym płucu wiatru
i w zwapnieniu skał
muszę
siebie
tutaj
rozproszoną
znaleźć.

***

Non omnis moriar – moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym.
Bliscy moi – nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.
Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze –
Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku
Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.
 O jak będzie się palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
Chmury rozprutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;
To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
I uskrzydlonych nagle w aniołów przemieni.


Taka była Zuzanna Ginczanka. Powinniśmy częściej o niej mówić.


* Ginczanka (jej prawdziwe nazwisko to Gincburg) urodziła się w Kijowie, wychowała się w Równem i była żydowskiego pochodzenia, a do Warszawy przyjechała dopiero w 1935 roku, ale sama uważała się za polską poetkę. 
 ** Pisząc o Ginczance korzystałam z tomu Udźwignąć własne szczęście (wydała go w 1991 roku BRAMA – Książnica Włóczęgów i Uczonych), który przygotowała i opatrzyła bardzo ciekawym wstępem Izolda Kiec. A jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, sięgnijcie po świetną monografię Zuzanna Ginczanka. Życie i twórczość również autorstwa Kiec (Obserwator 1994). 

Zdjęcie pochodzi z domeny publicznej, autor nieznany.

Święto, święto! Wszystko zaczęło się właśnie pod koniec listopada cztery lata temu! Początek był bardzo ambitny, bo napisałam wtedy o Franaszkowej biografii Czesława Miłosza. Później przeszłam etap wchłaniania skandynawskich kryminałów, fazę uwielbienia dla reportaży z Czarnego i zaczęłam zarażać audiobookami. Próbowałam Was rozśmieszać, dzielić się zachwytami i rozczarowaniami. I tak dotarliśmy do czwartych urodzin! Z tej okazji przygotowałam szczególną Trójkę, w której zebrałam trzy najpopularniejsze recenzje Ekrudy. Domyślacie się, o których książkach czytaliście najchętniej? Zaczynamy!

najpopularniejsze recenzje książek

Szczygieł Donna Tartt

Najwięcej wyświetleń ma recenzja Szczygła. To ciekawy przypadek, bo książka Donny Tartt podzieliła czytelników i krytyków. Jedni się zachwycali, inni ubolewali nad upadkiem literatury, a mnie podobało się tak bardzo, że osiemset stron pochłonęłam w jeden weekend. Ciągle zresztą pamiętam ten literacki przeskok z zimnego Amsterdamu do Nowego Jorku.

Później przeczytałam jeszcze Małego przyjaciela i znowu znalazłam w prozie Tartt coś intrygującego. Cóż poradzić, kiedy naprawdę nie przeszkadza mi wszystko to, co zarzucają pisarce amerykańscy krytycy. A sądząc po popularności tych recenzji, chyba kolejni czytelnicy chcą się przekonać osobiście, o co tyle szumu.




Uśpiony głos Dulce Chacón

Na drugim miejscu jest kolejna recenzja z obrazem w tle. Tym razem Pablo Picasso przyciąga Was do smutnej opowieści o hiszpańskiej wojnie domowej. Mam wrażenie, że o Uśpionym głosie ciągle jest za cicho, więc tym bardziej cieszy mnie niesłabnące zainteresowanie tą recenzją.  

Jeśli jeszcze nie czytaliście książki Dulce Chacón, zwróćcie na nią uwagę. Jest niepozorna, ale gwarantuję, że to mocna rzecz. Później możecie też obejrzeć film, który na jej podstawie nakręcono. Dodajcie do tego obraz, o którym była mowa na początku i już macie świetny przykład na to, jak przeszłość żyje w sztuce. 
  



Czochrałem antarktycznego słonia Mikołaj Golachowski


Na trzecie miejsce całkiem niedawno wdarła się recenzja książki Czochrałem antarktycznego słonia, przy okazji wyprzedzając tekst o rewelacyjnym Odpływie Larsa Saabye Christensena! 

Ale zupełnie się nie dziwię, że opowieści o zwierzołkach przyciągają kolejnych czytelników, bo Mikołaj Golachowski ma najprawdziwszą charyzmę. Poza tym w jego gawędach jest to, co uwielbiamy ciekawe przygody, zabawne anegdoty i olbrzymia dawka wiedzy o miejscach, do których większość z nas nigdy nie będzie mogła dotrzeć. 

Jeśli ciągle dziwi Was tytuł tej książki, to znak, że za długo zwlekacie z jej przeczytaniem! 



To już cała Trójka Czytelników, to Wy zadecydowaliście o jej kształcie, czytając moje teksty. 
Dziękuję, to były fajne cztery lata!  

Lato, lato! Z tej okazji w Trójce Ekrudy mały urlop od książek – będzie mowa o serialach! Jednak nie byłabym sobą, gdybym i tym razem nie przemyciła tu literatury. Lubicie skandynawskie kryminały? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że spodobają Wam się seriale, które i mnie wpadły w oko. Zaczynamy?

MOST NAD SUNDEM 

Pierwsza propozycja to duńsko-szwedzki serial kryminalny z 2011 roku. Dzieło Hansa Rosenfeldta, o którym już kiedyś wspominałam, pisząc o Ciemnych sekretach.

Czy zmrozi krew w żyłach? Nie raz! Zaczyna się tak: na moście nad cieśniną Sund, dokładnie na granicy między Danią i Szwecją, zostaje znalezione ciało. Szybko okazuje się, że ciała są dwa, a morderca prowadzi jakąś grę. Na jego poszukiwania wyruszają policjanci z obu państw – Martin Rohde i Saga Norén, duet doskonały, choć borykający się z wieloma problemami.




Dlaczego warto? Bo zagadki kryminalne we wszystkich trzech sezonach są niebanalne, tło społeczne równie interesujące, a postaci wiarygodne. W dodatku ujęcia (niezwykłe kolory!) świetnie grają z przejmującą treścią.

Zupełnie mnie nie dziwi, że powstają kolejne wersje Mostu przygotowywane przez inne państwa. Granica amerykańsko-meksykańska, brytyjsko-francuska, rosyjsko-estońska? Nie, tutaj nie ma dyskusji, prawdziwy Most nad Sundem jest tylko jeden. Oglądajcie! Później będziemy razem czekać na czwarty i ostatni sezon.

MARCELLA

Znacie już Marcellę? To tegoroczna świeżynka. Serial wyprodukowany przez Brytyjczyków, ale warto zaznaczyć, że i tutaj współautorem scenariusza jest Hans Rosenfeldt. Trzeba przyznać, że ktoś tam w Londynie miał nosa, bo zatrudnienie takiego specjalisty było strzałem w dziesiątkę. Marcella też mu się udała.

Tytułowa Marcella jest policjantką, która po kilkuletniej przerwie wraca do zawodu, żeby rozwiązać sprawę łączącą się z jej dawnym śledztwem. Co ciekawe kobieta ma w sobie wiele z detektywów, których znamy ze skandynawskich kryminałów – spaprane życie rodzinne, tajemnica z przeszłości i na dodatek znany wątek niedokończonej sprawy sprzed lat.


Marcella popełnia błędy, pakuje się w tarapaty i stanowi nie mniejszą zagadkę niż śledztwo, nad którym pracuje. Dlatego osiem odcinków pierwszego sezonu to o wiele za mało.

OKUPOWANI

Na koniec zostawiłam norweski serial z 2015 roku. Okupowani to thriller polityczny, ale na pewno przyciągnie uwagę wielbicieli skandynawskich kryminałów. Czym? Nazwiskiem Jo Nesbø, bo to właśnie on jest autorem scenariusza.

Rzecz dzieje się w niezbyt odległej przyszłości. Proekologiczni Norwegowie właśnie rezygnują z wydobywania ropy naftowej na rzecz energii odnawialnej. To może doprowadzić do olbrzymiego kryzysu, więc Rosja, przy milczącym przyzwoleniu Unii Europejskiej, rozpoczyna okupację Norwegii.


Nie, Rosjanom ten serial nie przypadł do gustu, a rosyjski ambasador w Norwegii głośno wyraził rozczarowanie. Inne kraje natomiast doceniły pomysł Skandynawów i chętnie kupowały prawa do emisji. I słusznie robiły, bo ten serial daje do myślenia i pokazuje, co dzieje się ze społeczeństwem w okupowanym państwie.

To już wszystkie moje propozycje, ale doskonałych seriali, które mogłyby się spodobać wielbicielom mrocznych historii z Północy jest więcej. Na pewno znacie coś godnego uwagi, polecicie?

Trójka Ekrudy: Angelus 2016

Wbrew pozorom nie samą Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego człowiek żyje. Jednak listy książek zgłoszonych do przeróżnych nagród literackich warto przeglądać, a nuż znajdzie się tam jakaś perełka, która nam umknęła. Poza tym obstawianie wygranych to dobry sprawdzian dla intuicji i całkiem przyjemna rozrywka, nie sądzicie? 

Dlatego w dzisiejszej Trójce Ekrudy będzie mowa o Literackiej Nagrodzie Europy Środkowej „Angelus. To wyróżnienie od 2006 roku przyznawane jest pisarzom, których dzieła przyczyniają się do pogłębiania wiedzy o świecie innych kultur. Statuetki Angelusa mają już na przykład Martin Pollack, Swietłana Aleksijewicz i Miljenko Jergović.

W tym roku do Nagrody zakwalifikowano 70 książek, a ja wybieram z nich najciekawsze, które chciałabym zobaczyć w sierpniu na liście 14 półfinalistów. Dziś pierwsza trójka:
angelus 2016, trójka ekrudy, dygot, księga szeptów, silva rerum


KSIĘGA SZEPTÓW Varujan Vosganian


Rumuński pisarz opowiada o losach swoich ormiańskich przodków. Wychodzi od dziejów własnej rodziny i pielęgnuje pamięć o najstraszniejszym wydarzeniu, które dotknęło jego naród – o ludobójstwie Ormian. 
 


księga szeptów
Księga szeptów

SILVA RERUM Kristina Sabaliauskaitė


Ta książka łączy dzieje Polski i Litwy, bo opowiada o polskiej szlachcie, rodzinie Narwojszów, która żyje w siedemnastowiecznej Litwie. Ciekawa jest treść, ale to forma najbardziej mnie zafascynowała. Wyobraźcie sobie, że w tej powieści w ogóle nie ma dialogów, a całość napisana jest długimi na kilkanaście wersów zdaniami. Najciekawsze jest to, że możecie na to nie zwrócić uwagi, tak dobrze się czyta! Wyrazy uznania należą się Izabeli Korybut-Daszkiewicz, która zdołała to pięknie przetłumaczyć.


Jeśli chcielibyście wiedzieć więcej, rzućcie okiem na recenzję pierwszego tomu Silva rerum i na relację ze spotkania z Kristiną Sabaliauskaitė.

silva rerum
Silva rerum


DYGOT Jakub Małecki


Na koniec książka, którą pewnie wielu z Was nazwało jedną z najlepszych książek minionego roku. Opowieść o chłopcu, którego skóra była biała jak śnieg. Przy okazji portret polskiej wsi i prowincji, która nie umie sobie poradzić z innością. Jest tu odrobina magii, mnóstwo emocji i zgrabne podkręcanie napięcia. Prawie każdy rozdział zostawia czytelnika z wyrazem zdziwienia na twarzy. Dobra książka, która przyciąga uwagę do autora i rozbudza apetyt na więcej!


A tutaj znajdziecie oficjalną stronę autora www.jakubmalecki.pl

dygot
Dygot

Trzy zupełnie różne książki, a każda zasługuje na Angelusa. Najlepsze jest to, że w zanadrzu mam jeszcze kilka innych, które mają duże szanse w tym starciu! Ale o tym innym razem. 

Macie już swoich faworytów? Do kogo powędrowałaby nagroda, gdybyście to Wy decydowali?


Są książki do czytania, oglądania i słuchania. Są też takie, które można na przykład... zjeść. Prawdziwi artyści udowadniają, że w formie książki ciągle drzemie potencjał. I o takich nietypowych projektach opowiada dzisiejsza Trójka Ekrudy.

najbardziej niezwykłe książki, dziwne książki, trójka ekrudy

Książka do wąchania

Co w tym dziwnego? Ludzie wąchają książki i niektórzy nawet utrzymują, że brak zapachu farby drukarskiej dyskwalifikuje e-booki. Książka stworzona przez projektantów z holenderskiej agencji Today idzie o krok dalej. Pachnie, ale jej zapach pasuje do treści morskie opowiastki pachną rybami, bo do wydrukowania książki użyto atramentu z kałamarnic! Zaintrygowani? Obejrzyjcie film o tym, jak przebiegały prace nad tym pomysłem.

 

Książka do pieczenia

Wąchanie jest dla mięczaków. Prawdziwi twardziele pieką swoje książki. W rzeczywistości Well done to książeczka dołączona kilka lat temu do raportu rocznego Podravki. Główną część raportu można było przeczytać zwyczajnie, ale jego dodatkową część, zawierającą przepisy kulinarne, trzeba było najpierw upiec. Do druku użyto bowiem termoaktywnej farby, która stawała się widoczna dopiero po 25 minutach spędzonych w rozgrzanym piekarniku. Kiepscy kucharze mogli mieć jednak kłopot, bo przypalona książeczka nie nadawała się do czytania.

Agencja Bruketa&Žinić miała też inne ciekawe pomysły, na przykład książkę świecącą w ciemności. Słyszeliście o tym?

Książka do picia

A ten projekt to już zupełnie nietypowa sprawa. Pracowali nad nim chemicy i specjaliści od typografii. The Drinkable Book zawiera informacje na temat wody i jej zanieczyszczeń, a strony książki są specjalnie zaprojektowanymi filtrami, dzięki którym można oczyścić wodę pitną. Przy okazji projekt DDB i WaterisLife zwraca uwagę na problem braku wody w różnych regionach świata.


Do wąchania, do pieczenia, do picia. Z formą książek ciągle można eksperymentować i czasem nawet służy to czemuś więcej niż zabawa. Znacie inne zaskakujące projekty?

Dobrymi treściami zawsze przyjemnie się dzielić, więc w dzisiejszej Trójce Ekrudy znajdziecie adresy pod które warto zajrzeć. Jest oczywiście więcej ciekawych miejsc, w które zaglądam, ale dziś wybrałam trzy z wieczystą gwarancją jakości.

trójka ekrudy, blogi o książkach, warto czytać

Strona 17

Jeśli Strona 17 kusi hasłem "książki wysokiego lotu", to nie przesadza ani odrobinę. Każda książka dostaje tam swoje niepowtarzalne, pomysłowe zdjęcie i ciekawy cytat. Wszystko ze sobą gra, nie ma przypadku. Dobrze przemyślana sprawa. Gdybym była książką, chciałabym, żeby Strona 17 mnie sfotografowała. 

Strona 17 na Facebooku i na Instagramie


Oświaty kaganiec

A czym kusi Oświaty kaganiec? Błyskotliwą zabawą słowami, mądrym spojrzeniem na świat i poczuciem humoru. O życiu, o literaturze. Czekam na każde Echo tygodnia, każdy wpis mogłabym polecić, więc polecam całość.

Wchodzi się tędy, ale Oświaty kaganiec jest też na Facebooku i nawet na Instagramie.


Ma_Ruda czyta

Ma_Ruda czyta, a potem albo marudzi, albo chwali. Zawsze z sensownym uzasadnieniem! W jej biblioteczce jest sporo literatury faktu, ale znajdą się też kryminały. A w związku z tym, że często Ma_Ruda i Ekruda czytają to samo i mają podobne zdanie, polecam jeden z tekstów, pod którymi mogłabym się podpisać.  

Idźcie poma_rudzić, albo zajrzyjcie na fanpage.
  
  
I już. Zajrzyjcie, polubcie, odwiedzajcie, jako i ja odwiedzam. A ja całej trójce dziękuję! Dobra robota, świetnie się Was czyta.

Międzynarodowy Dzień Tłumacza to świetna okazja, żeby wyróżnić tych, którzy często są w recenzjach pomijani. Wyrazy uznania zbieraja zwykle pisarze, o autorach przekładów się zapomina. Niedobrze! Zauważyliście, jak wiele zależy od umiejętności tłumacza? Wiem, trudno ocenić jakość przekładu, kiedy nie zna się oryginału, ale przecież praca tłumacza nie jest dla czytelnika niewidzialna. Zwracacie na to uwagę? 

A może macie ulubionych tłumaczy? W moim przypadku są to właściwie tłumaczki, bo tak się składa, że najbardziej cenię przekłady trzech kobiet. Zatem dziś w Trójce Ekrudy trzy najlepsze autorki przekładów. 



Chcecie więcej?
Tutaj znajdziecie recenzje książek, które przełożyła Iwona Zimnicka,
a tutaj tłumaczonych przez Irenę Kowadło-Przedmojską. Tu z kolei są inne Trójki Ekrudy.

Co jest najlepsze w jesieni? Krakowski Conrad Festival! To najprawdziwsze święto literatury, podczas którego można podyskutować o książkach, posłuchać znawców tematu i spotkać ulubionych twórców. Poprzednim razem mogłam wziąć udział jedynie w spotkaniu z Miljenkiem Jergoviciem, ale było tak ciekawie, że w tym roku na pewno chciałabym zobaczyć więcej.

Pierwszy rzut oka na nazwiska zaproszonych gości i już ekscytacja rośnie. Nie da się uczestniczyć we wszystkich spotkaniach, trzeba wybrać najciekawsze. Sześć, siedem spotkań najchętniej, ale są takie trzy, których nie mogę przegapić!

Trójka Ekrudy - Conrad Festival, trzy spotkania, których nie mogę ominąć - Krall, Vosganian, Aleksijewicz

Potrzebujecie dodatkowej zachęty?
Tutaj znajdziecie recenzję Czasów secondhand Swietłany Aleksijewicz,
a tutaj jest mowa o przepięknej Księdze szeptów Varujana Vosganiana.
Tu z kolei jest cały program Conrad Festival 2015.

Wybieracie się na Conrad Festival? Które nazwiska przykuły Waszą uwagę? Kogo chcielibyście spotkać?


Druga odsłona Trójki Ekrudy. Kolej na trzy książki, od których najprzyjemniej będzie zacząć przygodę z audiobookami. Nie każde nagranie się nadaje, nie każdy lektor będzie dobry, a naprawdę łatwo się zrazić. Mojemu wyborowi możecie zaufać, przetestowałam go na własnej skórze. Superprodukcja, doskonała interpretacja czy raczej szalona akcja  co Was przekona?

Trójka Ekrudy - najlepsze audiobooki, Karaluchy, Zaginiona dziewczyna, Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął


Chcecie więcej? Wystarczy kliknąć w linki:

A o Zaginionej dziewczynie bardzo ciekawie pisały:
Olga z Wielkiego Buka  klik
i Luka z Przestrzeni tekstu  klik.

Już sierpień, baterie naładowane, świeże pomysły wyklarowane, więc zaczynamy nowy cykl. Trójka Ekrudy to trzy książki (ale nie tylko, bo majaczą mi już przyszłe Trójki z filmami, miejscami, blogami), które łączy jakaś szczególna cecha. Na początek wybrałam trzy lektury, które sprawią, że będziecie chcieli dowiedzieć się więcej o różnych wydarzeniach historycznych. Znacie to uczucie, kiedy po zamknięciu książki, po prostu musicie sięgnąć po kolejną na ten temat, albo chociaż zajrzeć do Wikipedii i odświeżyć sobie wiedzę? Tak właśnie działają te trzy perełki:

Trójka Ekrudy - najlepsze książki o historii, Miljenko Jergović, Dulce Chacon, Varujan Vosganian
Chcecie więcej? Wystarczy kliknąć w linki, żeby przeczytać recenzje:

Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki,
Uśpiony głos,
Księga szeptów.

A za tydzień w Trójce Ekrudy najlepsze audiobooki, od których warto zacząć czytanie uchem!


Obsługiwane przez usługę Blogger.